Berlinale 2020 – relacja z festiwalu

„Kochajmy marzycieli!” – pada w jednym z moich ukochanych filmów, na którym punkcie jestem „chora” i zamiast to leczyć, pogłębiam swój stan jeszcze bardziej. Ale podążając za bohaterami z „La La Land” postanowiłam odhaczyć i swoje jedno z marzeń! 

Jestem osobą, która podsumowuje swoje aktywności – czy to zawodowe, czy prywatne. Spisuję i staram się wyciągać wnioski, chociaż wiem, że na wiele rzeczy nie mam kompletnie wpływu, to próbuję panować nad tymi, które są w zasięgu moich działań.

I tak właśnie w Sylwestra zapisałam sobie na kartce, że w 2020 roku wybiorę się na swój pierwszy, zagraniczny festiwal filmowy. Ta okropna, graniczna data pokochana przez coachów, którą prawie wszyscy rozpoczynamy hasłem: „Nowy Rok, Nowy Ja!” może jednak doprowadzić do zrealizowania jakiegoś planu. 😂


4 wybiegane dni w Berlinie!

Wspólnie z kolegą Pawłem z bloga Technikolorowy, zaczęliśmy planować podróż. Początkowe założenia wyglądały nieco inaczej – Paweł dostał akredytację studencką, ale za to ja miałam problemy z akredytacją dla prasy, więc zdecydowałam się, że będę kupować bilety na wybrane przez siebie seanse.

Zresztą będę tam „tylko” kilka dni i bardziej opłacalna będzie taka opcja, bo jechałam w celu trochę pozwiedzania Berlina i równocześnie poczucia klimatu festiwalu filmowego. Nie chciałam całego swojego pobytu przesiedzieć w kinie. Nie tym razem. 

Nie trzeba z dużym wyprzedzeniem planować swojego pobytu na festiwalu – zwłaszcza w kontekście filmowym, bowiem program jest ogłaszany na kilka dni przed jego rozpoczęciem. Nie do końca też wiadomo, kto przyjedzie na uroczystą premierę filmu (jeśli Wam na tym zależy), możemy się tylko domyślać, ale do ostatniej chwili trzymani jesteśmy w niepewności.

Po ogłoszeniu programu i spróbowaniu zrobić jakiegoś harmonogramu, dochodzi do Was, jak bardzo nieintuicyjna i średnio zaprojektowana jest strona. Spędziłam na niej bardzo dużo czasu, próbując to wszystko ogarnąć. Już przy składaniu wniosków akredytacyjnych doszło do mnie, że niejeden polski festiwal filmowy może pochwalić się o wiele lepszym standardem. Ale to tyle z minusów. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie znalazła, wybaczcie. 😎 

W programie znalazły się nie tylko filmy, ale i również wiele wydarzeń okołofilmowych, panele dyskusyjne czy wieczorne dj-skie sety (a to wszystko za darmo). Było w czym wybierać i jak spędzić czas.


Bilety, karnety, kolejki…

Po ogłoszeniu programu na trzy dni przed pierwszym dniem Berlinale punktualnie o 10.00 rusza sprzedaż biletów. Nie wszystko jest dostępne od razu – codziennie dochodzą nowe pozycje (wszystko jest napisane, nie ma żadnych niespodzianek). Kto pierwszy, ten lepszy. Na najbardziej topowe tytuły bilety rozchodzą się w pół minuty. Mimo wszystko szanse, że je dostaniecie są bardzo duże.

Ceny wahają się między 13-16 euro, w zależności w jakim kinie jest grany film. Istnieją również tzw. discounts’y, czyli bilety za połowę ceny w dniu seansu, których nie udało mi się nigdy ich złapać, (ale podkreślam, że nie polowałam na nie każdego dnia). Warto jednak wiedzieć, że jest taka opcja.

O wiele gorzej sytuacja ma się z karnetami studenckimi – dzień przed musimy stać w ogromnej kolekcje w centrum festiwalowym, aby móc pomarzyć o wejściówce na następny dzień. Wstawaliśmy przed 5, po to by o 6 już zameldować się w długiej kolekcje… i czasami nie dostać biletu. I tak codziennie – nie możemy przyjść i wziąć biletów na kilka dni z wyprzedzeniem.

No ale każdy kto był kiedykolwiek na festiwalu filmowym, ten wie, że z wypoczynkiem on nie ma absolutnie nic wspólnego. To istny survival – litrami leje się kawa zmieszana z energetykami, najbardziej pożądane jedzenie, to te, które możemy zjeść pomiędzy seansami w 5 minut, oglądamy wiele wspaniałych i równie okropnie złych filmów, nocne życie rozkwita a poranne wstawanie kuleje. 😂

Niektórzy przychodzili ze śpiworem, niestety nie wiem od której spali, bo zawsze byli przede mną. Szanuję takie poświęcenie – marzyciele w walce o bilety! 😍

W przypadku akredytacji prasowej jest o wiele więcej punktów, są zdecydowanie mniejsze kolejki, aby odebrać wejściówki. Ponadto są dodatkowe pokazy prasowe. 🙂


Ale tłuuumy!

Jeśli już jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami biletu na nasz wymarzony seans, pora pobiec do kina! W tym roku kin, które brały udział w festiwalu było aż 23. Porozrzucane po całym mieście, więc musicie sobie zrobić odpowiednią przerwę pomiędzy seansami. W zależności od sali i tego, jakie chcemy uzyskać miejsca, musimy się wcześniej pojawić przed seansem.

Kolejki potrafią robić się już godzinę przed rozpoczęciem filmu i czasami nie ma to kompletnie sensu, bo sala nie jest do końca wypełniona, duża i spokojnie na 10 minut przed seansem możecie uzyskać w miarę dobre miejsca.

Niektóre kina mają ogromne piętrowe sale (Friedrichstadt-Palast). Zoo Palast zrobił na mnie największe wrażenie – bardzo wygodne, rozkładane fotele, przestrzeń, klimat i nagłośnienie. To tam obejrzałam 2 odcinki serialu „The Eddy” Damiena Chazelle’a i była to zdecydowanie najlepsza rzecz, jaką obejrzałam podczas Berlinale! 

Szkoda jedynie, że Chazelle nie przyjechał i to jako jedyny z całej ekipy filmowej! A ja specjalnie z Polski wiozłam moją kochaną koszulkę „La La Land” do podpisu! 😂 Za to Joanna Kulig prezentowała się z niebywałą klasą. 😍


Niepowtarzalny klimat

Festiwal tworzą ludzie, a oni na każdym kroku byli bardzo uprzejmi i przyjacielsko nastawieni. Wielokulturowość i klasę festiwalu było czuć na każdym kroku. Czerwony dywan był dla każdego, jak i ścianka do pozowania. 😂

Festiwal jest bardzo dobrze zorganizowany. Odnosiłam wrażenie, że każde kino jest dobrze poinformowane i w razie czego służy pomocą. Nie było miejsca na wpadki z ich strony. Każdy z pracowników wiedział, co ma robić, czuwał nad sytuacją i opanowaniem tłumów.

Seanse odbywały się punktualnie, wszystko przebiegało sprawnie, a intro Berlinale przed każdym seansem (tutaj nie ma żadnych 5 minutowych bloków ze sponsorami) śmigało tak szybko, jak ich piękne elektryczne Audi. 🏎

 

Berlinale polecam wszystkim z całego serca – to bardzo otwarty, pełen rozmachu festiwal. Poza tym noclegów i połączeń do Berlina jest bardzo dużo, więc mamy mnóstwo możliwości na każdą kieszeń. To była wspaniała przygoda i na pewno jeszcze tam przybiegnę! 😍


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *