10 rzeczy, które zapamiętam po 12. Mastercard OFF CAMERA

Majówka minęła jak zwykle festiwalowo, no jak mogłoby być inaczej?! Plany nieco się zmieniły (miał być inny festiwal hehe), ale ostatecznie postanowiłam go spędzić w Krakowie na festiwalu filmów niezależnych – 12. Mastercard OFF CAMERA. Nie pamiętam, który to był mój raz, ale praktycznie od kilku lat go odwiedzam. Raz jest lepiej, a raz jest gorzej. Jak było tym razem? Zapraszam na podsumowanie z przymrużeniem oka i humorem. Pamiętajcie, że festiwal to nie tylko same filmy, ale i wszystko inne, co się wkoło dzieje oraz niepowtarzalna atmosfera towarzysząca takim wydarzeniom. ❤


10 RZECZY, KTÓRE ZAPAMIĘTAM PO 12. MASTERCARD OFF CAMERA:

 

1. DANUSIE

Od lat nie jadłam tych batoników! Były rozdawane do każdego seansu, dlatego nie pytajcie, ile ich mam. Efekt wystającego brzucha #comingsoon. 😂

 

Zdjęcie poglądowe nieoddające rzeczywistej ilości.

2. KRÓLOWA FESTIWALU

Królowa może być tylko jedna, a jest nią dosłownie „Królowa Kier”! Jury w 1-osobowym składzie uznaje ten film za najlepszy i w nagrodę przyznaje mu wirtualny medal! Uzasadnienie Jury: „Za budowanie erotycznego napięcia, niesamowite emocje i narracyjny twist”. Więcej o filmie na FB. ❤

Biegiem na film od 7 czerwca!


3. CRIMER #GWIAZDA

Byłam na kilku koncertach w ramach OFF SCENY. Kolejny raz przekonuję się, że chillowe piosenki na koncertach działają na mnie nieco usypiająco. Druga sprawa, że posiadam specyficzny gust – od Ludovico Einaudi, Martina Garrixa po Jana-rapowanie. Raczej musi być konkretny bit i energia. Muzyka ma mnie roznosić.

Ale udało się znaleźć coś nieco żywszego i Crimer wleciał na moją playlistę. Wokalista dał czadu na scenie! Wybaczamy pół godzinne spóźnienie, bo było genialnie! 


4. BIEGACZ W ROLI GŁÓWNEJ

Z obowiązku, pasji i ciekawości – jest film o biegaczu, a więc biegnę! Ale niestety był to nieudany film… „Der Läufer”  (reż. Hannes Baumgartner), bo o nim mowa, to  dzieło debiutanta, któremu kompletnie rozleciał się film. Formalnie bez pomysłu (albo uciekanie się do najtańszych rozwiązań formalnych), a sam portret biegacza omija psychologiczne aspekty.

Chciałabym, aby film był tak interesujący, jak jego opis: „Jonas Widmer jest jednym z najlepszych biegaczy w kraju i przygotowuje się do wzięcia udziału w olimpiadzie. Niespodziewanie powracają do niego mroczne wspomnienia o nieżyjącym bracie. Zaczyna po zmroku rabować przypadkowo napotkane na swej drodze kobiety, równocześnie bez opamiętania oddając się sportowej pasji.” Niestety bardziej byłam zainteresowana butami do biegania, które miał na sobie reżyser. Swoją drogą bardzo dobry wybór – jeden z najlepszych modeli! #potwierdzoneinfo 🙂 


5. NIEOGARSTWO POZIOM PRO

Dzień zaczął się od tego, że nie miałam zarezerwowanego seansu – nie zrobiłam tego, bo to był jedyny raz, kiedy mnie nie było dzień wcześniej na festiwalu. Niestety, ale nie udało się wejść na ostatnią chwilę – wszystkie miejsca zajęte, nawet schody. Pozostałe filmy o podobnej porze już miałam obejrzane, więc wróciłam do domu – krótki spacerek w ramach spalania Danusi. Powrót na późniejsze seanse, ale chwila chwila… ktoś tutaj karnet zgubił? Na szczęście są dobrzy ludzie i bardzo szybko go odzyskałam! ❤ 

Chciałam zarezerwować bilet na jutrzejszy pokaz, ale w ostatnie dni biuro festiwalowe było krócej czynne, więc pocałowałam klamkę. Na samym końcu pomyliłam kino, w którym miała odbyć się projekcja. Jak zwykle było dosłownie biegiem na film, dobrze, że buty sportowe były na nóżkach, to zdążyłam na seans. Szkoda, że wszystkie filmy okazały się być gniotami, ale to była kara za to, że jestem nieusłuchana, bo przeznaczenie dawało mi od samego początku znaki, a ja je zignorowałam. 😂


6. DESZCZOWY FESTIWAL

Nie pamiętam edycji, w której deszcz omijałby OFF-a, a więc tradycyjnie miała miejsce okropna pogoda. Ciągle padał deszcz… a takie dobre filmy były wyświetlane w kinie plenerowym i atrakcje na miasteczku festiwalowym. Parasolka okazała się być najważniejszym gadżetem na mapie festiwalowej. Nic tylko siedzieć w kinie i lecieć z tematem.


7. POZIOM FESTIWALU

Koniec żartów, pora przejść do filmów, a to są bardzo poważne sprawy! Sam poziom filmów był zdecydowanie lepszy niż w zeszłym roku. Czekałam na taką niespodziankę i wierzyłam, że będzie lepiej. Wybierałam mądrze, robiąc duży research  i poradziłam się Was w kwestii polecanek (dziękówa!). Wiadomo, że prędzej czy później trafiłam na kilka tytułów, o których wolałabym zapomnieć, ale to normalne na każdym festiwalu.

Oprócz „Królowej Kier” polecam również:

„TYREL” reż. Sebastián Silva – bardzo subtelny film o strachu przed rasizmem. O tym, kiedy czujesz się nieswojo wśród ludzi na imprezie i czekasz na atak z ich strony. Czym dalej, tym coraz lepsze napięcie w filmie, a do tego niesamowity Michael Cera!

„Jej praca” reż. Nikos Labôt – niezły dramat społeczny o tym, jak wiele korzyści może przynieść praca i jak ważnym jest elementem samostanowiącym o jednostce.  

„Old Boys” reż. Toby MacDonald – gdyby ludzie oglądali więcej takich komedii romantycznych, to może by się bardziej szanowali i starali o drugą osobę. Wspaniałe poczucie wrażliwości i obalenie mitu „księcia na białym koniu”, a do tego duża dawka humoru!

„Thunder Road” reż. Jim Cummings – jedna z najlepszych scen otwierających. Cummings napisał, wyreżyserował i zagrał główną rolę. O radzeniu sobie z żałobą i złością w słodko-gorzki sposób.

„Pet Names” reż. Carol Brandt – lekki i bardzo przyjemny film drogi. O niewykorzystanych sytuacjach, bo boimy się powiedzieć wprost, co czujemy. 


8. PRZYMUSOWA DIETA

„Relaxer” reż. Joel Potrykus – ten film był bardzo obrzydliwy, dawno nie widziałam czegoś tak estetycznie obleśnego. Mleko i odklejający się facet od kanapy to obrazy, które miałam do końca festiwalu w pamięci. Szanuję takie wybory, bo festiwal po to jest między innymi, by wychodzić ze swojej strefy komfortu.

Zupełnie czegoś innego się spodziewałam, ale to niewątpliwie jeden z tych tytułów, które trzeba obejrzeć na własne oczy i przekonać się, czy jesteście w stanie doświadczyć takich emocji. Osobiście nie mogłam do końca dnia spojrzeć na jedzenie. 😂


9. SEBIXOWE CHACHARY 

Rozpoczęłam festiwal od filmu „Niebieskie Chachary”. „Dlaczego człowiek zostaje kibicem? Emocje, pasja, bycie we wspólnocie czy może wyjątkowa historia klubu? Co kieruje futbolowymi fanatykami? Cezary Grzesiuk przez dekadę filmował życie fanów Ruchu Chorzów. Wiele lat pracy dało możliwość sfotografowania zamkniętego środowiska piłkarski fanatyków. Nie z boku, nie zza szpaleru policjantów, ale z samego środka stadionowego „młyna””. 

Sam film nie był niczym odkrywczym, chociaż wyszłam mądrzejsza o wiedzę o tzw. niebieskich, ale to, co było najciekawsze to emocjonalne reakcje sebixów podczas seansu. Nie oszczędzali w słowa i czuło się, że: „tak właśnie wygląda ten świat”. Trochę pasowałam tam, jak „kwiatek do kożucha”, a chciałam tylko poszerzyć horyzonty.

Szkoda natomiast, że dokument przedstawia tylko i wyłącznie stereotypowych kibiców, bo fani piłki nożnej to znacznie bardziej różnorodna subkultura. Sprowadzenie ich wszystkich do mało inteligentych ludzi, dla których piłka jest wszystkim, co mają jest po prostu mylnym założeniem.


10. TATUAŻ

Znacie to uczucie, kiedy coś planujecie albo zrobiliście/kupiliście i szukacie tego wszędzie wkoło u innych? To tak było ze mną, bo 2 dni przed festiwalem zrobiłam sobie tatuaż i zwracałam uwagę na to, kto z bohaterów ma tatuaż. Okazało się, że ciężko było nawet zapamiętać, bo tego było tyle!

I tym sposobem dowiedziałam się, że tatuaż pełnił różnego rodzaju funkcje w filmach – raz podkreślał osobowość, raz był już ktoś od nich uzależniony (miał ich aż 52), a niekiedy był obiektem pośmiewiska lub symbolem miłosnego uniesienia. A czasami po prostu sobie był.


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *