ONI – wielkie piękno Berlusconiego [SPRINTERSKA RECENZJA]

Wielbicieli talentu Paolo Sorrentino nie brakuje. Osobiście nie mam ocenionego żadnego jego filmu ponizej 8, a serial „Młody papież” to jeden z lepszych rzeczy na małym ekranie. Nic dziwnego, że wszyscy wyczekują najnowszego filmu „Oni”, który będzie miał swoją polską premierę 28 grudnia. Czy sukces „Młodości” albo „Wielkiego piękna” zostanie powtórzony?

Długo zastanawiałam się nad tym filmem i czym więcej godzin minęło od seansu, tym moje odczucia i zapamiętane obrazy coraz bardziej się rozmywały. Ciężko odnaleźć się w tym lekkim bałaganie, który serwuje nam Sorrentino. Nie do końca jestem przekonana, co tak naprawdę miało być clou filmu. W dodatku płynność narracji została zachwiana, być może za sprawą tego, że pierwotna wersja trwa cztery godziny, a na potrzeby zagranicznej dystrybucji przycięta została do 150 minut.

Pierwsza godzina, to imprezy rodem z „Wielkiego Gatsby’ego” zmieszane z „Wilkiem z Wall Street”. Panorama zepsutego społeczeństwa, przepełnionego nihilizmem i niewiarą w sprawiedliwość rządu. Pięknie uchwycone zdjęcia, które mogłoby służyć za sequel „Wielkiego piękna”. Muzyka, która zawsze jest mocnym elementem nie zaskakuje niczym nowym, a jest jedynie zbiorem przyjemnych i dobrze dobranych utworów. W kolejnej godzinie filmu niewiele się zmienia, nie rozkręcamy się i trochę zaczynamy się powtarzać. A tematy polityczne są nadal opowiedziane z perspektywy bardzo bezpiecznej i uniwersalnej.  

Silvio Berlusconi (Toni Servillo) jawi się tutaj jako postarzały polityk, niemal ikoniczny i posiadający władzę absolutną, chociaż niewidoczną wprost na ekranie. Powaga i ociężałość postaci trochę jest trudna do przebrnięcia. Mamy tylko nieliczne momenty, w których jawi się jako człowiek z jakimiś uczuciami. Wolałabym, więcej rozmów jak ta z młodą dziewczyną, która odmawia mu bliższego kontaktu. Czyli to, co lubię najbardziej w kinie Sorrentino – inteligentne i pełne rozważań wymiany zdań. Bezpieczne i sielankowe podejście do biografii nie przemawia do mnie, brakuje mi większej głębi, która dopiero ujawnia się i nabiera odpowiednich kształtów w końcówce. Warto jeszcze wspomnieć, o występującej tam Kasi Smutniak – pięknej, zdolnej i inteligentnej aktorce, o której w Polsce tak mało się mówi. Odnosi spore sukcesy na arenie międzynarodowej i dołożyła kolejny sukces u Sorrentina – jej rola jest dobrze zagrana, ciekawa i intrygująca.

Powiedzmy sobie szczerzę, że wszyscy oczekiwaliśmy kolejnego arcydzieła. Pułapka bycia jednym z najlepszych niesie ze sobą wielkie oczekiwania. Gdyby to był mój pierwszy film Sorrentino, zapewne odbiór byłby znacznie przychylniejszy. Bo niestety, ale Sorrentino zaczyna się powtarzać, zarówno formą, jak i treścią. Pytanie, czy odbieramy to jako zarzut? Większość artystów ciągle opowiada jedno i to samo, zmieniając tylko kombinacje. Jeśli nie oczekujecie nic nowego i „stara śpiewka” (w gorszej wersji) będzie Wam odpowiadać, to wyjdziecie zadowoleni z seansu, może nawet bardzo.

„Oni” to oryginalne, naznaczone stylem sorrentinowskiej zadumy i melancholii portret ludzi u władzy, którzy żyją w bogactwie, rozkoszując się w pogłębiającym dekadentyzmie. Reżyser mało skupia się na jednostce, tylko na procesach i mechanizmach rodzących się wokół tych osób – władza i pieniądze działają jak magnez i pozbawiają moralności ludzi. Wszystko to jednak w tonie przesadnie sielankowym, który pozwala mi przejść obojętnie wobec dzieła i nie poczuć go od środka.


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *