Najlepsze filmy festiwalu na 18. edycji Nowych Horyzontów!

 

To już koniec festiwalowego maratonu. Tempo było zabójcze – od rana do nocy dni wypełnione filmami (czasami to był jedyny ratunek od tych upałów), w biegu coś zjeść, a jeszcze dobrze byłoby odwiedzić klub i porozmawiać o filmach! Ten rodzaj urlopu nie ma nic wspólnego z fizycznym odpoczynkiem. Organizm jest na najwyższych obrotach – zdarzały się dni, kiedy byłam ponad 15 h w kinie (nie licząc krótkich przerw). Psychicznie za to odpoczywamy, bo interesują nas tylko filmy, dobra zabawa i to, aby udało się nam zarezerwować seanse na jutrzejsze filmy, które nas interesują. W tym roku nie miałam szczęścia w tym temacie – było tak wiele chętnych, że decydowały ułamki sekund o tym, kto będzie szczęściarzem i obejrzy film, na który próbuję się wklikać. I tym sposobem nie obejrzałam najnowszego filmu Hirokazu Koreedy oraz Gaspara Noe (przynajmniej będę miała co oglądać jesienią!). Było jeszcze wiele innych tytułów, którymi byłam zainteresowana, wpatrując się w telefon jak głupia, bo może ktoś zrezygnował z seansu. Dlatego moja lista nie jest kompletna i nigdy nie byłaby, bo filmów podczas Nowych Horyzontów jest tyle, że nie jesteśmy w stanie ich obejrzeć.

Sporządziłam krótką listę z tytułami filmów, które warto sobie zapamiętać, bo prędzej czy później pojawią się w kinie, lub w przestrzeni okołokinowej. Są na tyle dobre w mojej ocenie, że szkoda byłoby je przeoczyć. ❤


„Kafarnaum”

reż. Nadine Labaki

premiera – w przyszłym roku

 

Dla mnie jest to film festiwalu. Żadna inna produkcja nie wywołała we mnie tylu emocji, a ja po to przyjeżdżam na festiwale, aby coś poczuć. Daleko mi do osoby, która płacze na filmach, ale tutaj było bardzo ciężko. W dodatku tematyka wokół której krąży film – bieda, bezdomne dzieci i emigracja to dla mnie mieszanka wywołująca szantaż emocjonalny, który od razu powoduje u mnie dystans. Dlatego tym bardziej jestem zaskoczona, że reżyserce udało się doprowadzić mnie do takiego stanu. Zdaję sobie sprawę, że film jest wykalkulowany i dopracowany w każdym szczególe, aby wywołać określone reakcje. Ja się dałam na to wszystko „nabrać” i polecam każdemu sprawdzić na własnej skórze czy przeżyjecie coś podobnego.

 


„Dzika grusza”

reż. Nuri Bilge Ceylan

premiera – data nieznana

 

Kto lubi kino Ceylana, ten się nie zawiedzie. Być może zabrakło odrobinę do „Zimowego snu”, ale to nadal bardzo dobre kino, które pomimo swojej powolnej i długiej narracji, wprowadza widza w wyjątkowy i refleksyjny stan. Ta ponad 3-godzinna pogadanka o życiu mogłaby się nigdy nie skończyć. Pozornie nic takiego w tym filmie się nie dzieje, ale co jakiś czas dotkliwie czujemy ciężar życia w postaci większych lub mniejszych rozczarowań. Coś, z czym każdy na co dzień się zmierza.

 


„Córka trenera”

reż. Łukasz Grzegorzek

premiera – 1 marca 2019 r.

Solidne, świeże i  dobrze wyreżyserowane kino środka, ze wspaniałym poczuciem humoru. Polskie kino nadal cierpi na deficyt tego typu gatunku, dlatego tym bardziej zachęcam do obejrzenia filmu, kiedy już wejdzie do kin. W końcu Jacek Braciak dostał dobrze napisaną rolę pierwszoplanową, która pokazuje jego ogromne możliwości i talent. Lekka i pełna mądrości relacja ojciec-córka, z interesującym wątkiem sportowym. No i poza tym spójrzcie na ten piękny plakat – jak za dawnych lat!


„Tajemnice Silver Lake”

reż. David Robert Mitchell

premiera – 21 września 2018 (być może grudzień)

Po tym festiwalu wyjechałam z nowym crusherem – Andrew’u Garfieldem!❤ Koniecznie muszę nadrobić wszystkie filmy z jego udziałem. Nie każdemu przypodoba się tego typu postać stworzona przez Garfielda – aktor snuje się po planie, ale konsekwentnie dąży do celu, a jest nim odnalezienie tajemniczej piękności. Kino, które jest zabawą w najczystszej postaci. Popisówą umiejętności łączenia ze sobą stylów i gatunków, odniesień do popkultury i szyderą na Hollywood. Kino noir zrobione na haju. Atmosfera filmu jest nie do podrobienia. Podobno ostateczna wersja do kin ma być trochę skrócona i jego premiera przesunięta. To akurat może wyjść na plus, bo ostatnie 20 min jest już nieco dłużące. Tak czy siak, wybiorę się ponownie.

 


„Skate kitchen”

reż. Crystal Moselle

premiera – data nieznana

Propozycja dla wszystkich tych, którzy lubią dobre amerykańskie kino o dorastaniu. Dziewczyny na deskorolkach, to temat, który lubię, bo sama kiedyś miałam podejście do tego sportu, a pisząc ten tekst, spoglądam na moją zakurzoną deskorolkę. Niezwykle dobrze się go oglądało, co podczas festiwalu jest nie lada wyczynem, kiedy nie czujesz, że film Ci się dłuży (nawet ten najkrótszy). Mamy tutaj power girl, świetną muzykę i zwykłą historię, co jest równocześnie plusem, jak i minusem. Bohaterki dają się bardzo lubić, a temat skateboardingu jest niezwykle filmowy. Nic nowego, ale daje dużą satysfakcję z seansu.

 


 

„Czarne bractwo. BlacKkKlansman”

reż. Spike Lee

premiera – 14 września 2018

Doczekaliśmy się – Spike Lee powraca do formy! Historia, która dotyka spraw ważnych, zostaje potraktowane z lekkością i humorem. Nie mamy poczucia ciężaru, ale równocześnie czujemy, że całość ma głębszy sens i nie jest kolejną pogadanką o rasistowskich problemach i wykładem na tematy polityczne. Do tego fantastyczny i świeży casting – Adam Driver oraz John David Washington! Uniwersalny obraz, którego seans będzie dla większości mniejszą lub większą przyjemnością. White power & black power już niedługo czeka na Was w kinach!

 


To by było na tyle! Po drodze pojawiło się sporo niezłych, ale bez większego zachwytu filmów (6/10), którym zabrakło czegoś, aby się tutaj dostać. Jakie są Wasze typy tegorocznego festiwalu lub na premierę którego filmu nie możecie się doczekać? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! 🙃

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *