#POWERGIRL na maratonach – jak do tego doszło?

Maraton nadal cieszy się dużym szacunkiem wśród społeczeństwa i świadectwem ciężkiej i żmudnej pracy. Nic dziwnego, że kobiety też chciały cieszyć się takim tytułem. Zastanawialiście się kiedyś, jak doszło do momentu, w którym kobiety zgodnie z prawem mogły brać udział w organizowanych maratonach? Jak wygląda stosunek kobiet względem mężczyzn startujących w dzisiejszych biegach ulicznych? Dziś nieco kobiecego poweru, który jest coraz powszechniejszy na ścieżkach biegowych.

Zacznę od tego, że nie jestem feministką i w swoich poglądach zachowuję umiar i nie chcę używać skrajności, jako środka poparcia moich poglądów. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety powinni być traktowani z szacunkiem i równouprawnieniem. Nie zawsze tak się dzieje, ale życie nie jest idealne i zawsze w jakiejś grupie znajdzie się odchylenie od zachowania, które nie powinno mieć miejsca. Dużo się zmienia również w świecie biegowym. Coraz więcej kobiet próbuje swoich sił w tym sporcie i decyduje się pokonać królewski dystans. ❤

Sama spotykam się (na szczęście dość rzadko) z postawą dyskryminującą ze strony mężczyzn, próbujących uświadomić mnie w kilku kwestiach: czy aby na pewno wiem ile wynosi maraton, że pokonanie trasy 42 km w tempie 4:20/h od mojego w tempie 6:00/h to żaden wyczyn, aż po szowinistyczne teksty podczas zawodów. Pewnie nie jedna biegaczka spotkała się z takim zachowaniem. Pozostało tylko nie przejmować się, biec dalej po kolejne medale i doceniać biegaczy, którzy szanują inne biegaczki! 🙃


Pioneer Women’s Division Marathon

Oficjalny komunikat od władz mówił o tym, że maraton jest dla kobiety zbyt ciężki, że taki wysiłek kobietę zabiję, więc trzeba płeć piękną przed tym chronić i nie dopuścić kobiet do startu. Kobiety są uparte, więc prędzej czy później chciały udowodnić, że wcale tak nie jest… 😉

W maratonie bostońskim okres Pioneer Women’s Division Marathon obejmował lata od 1966-1971 roku, kiedy to kobiety, które zostały zakazane wstępem do Men’s Division Race, ze względu na płeć, pobiegły i ukończyły wyścig. Dopiero w 1972 r. kobiety mogły bez sankcji i nieprzyjemności pobiec w maratonie. Jak do tego wszystkiego doszło?

Roberta Louise „Bobbi” Gibb jako pierwsza przebiegła maraton w Bostonie. Do maratonu przygotowywała się dwa lata, ciężko trenując i przebiegając nawet 60 km dziennie (!). W 1966 r. wysłała zgłoszenie do organizatorów i z niecierpliwością czekała na odpowiedź. Otrzymała list od dyrektora wyścigu, Willa Cloney’a, który poinformował ją, że kobiety nie są fizjologicznie zdolne do biegania w maratonie i że zgodnie z zasadami rządzącymi sportami amatorskimi określonymi przez Amateur Athletic Union najdłuższy dystans, do jakiego dopuszczano kobiety był bieg na 1500 metrów.

Bobbi nie posłuchała i wystartowała w biegu (bez numeru startowego). Wkrótce okaże się, że jej start będzie miał społeczne znaczenie i popchnie kolejne pionierki do tej decyzji. Ubrana w bermudy brata i niebieską bluzę z kapturem, schowała się w krzakach obok miejsca startowego, odczekała chwilę i razem z tłumem pobiegła. Mężczyźni szybko zorientowali się, że biegnie z nimi kobieta. Ku jej zaskoczeniu zaczęli być życzliwi, wiwatować, a prasa zaczęła raportować jej postępy w kierunku Bostonu. Na mecie czekał na nią gubernator, aby uścisnąć jej dłoń. Wyprzedziła 2/3 biegaczy, kończąc z czasem 3:21 h (wow!). Następnego dnia była na pierwszych stronach gazet: „Roberta Gets Official Support: Females May Run Marathon”.

Kathrine Switzer to kolejna kobieta, która wystartowała już z oficjalnym numerem startowym, który został jej przyznany przez niedopatrzenie. Kobieta użyła swoich inicjałów i została uznana za mężczyznę. Podczas jej biegu nie było już tak „miło” i „sympatycznie” jak w trakcie startu Bobbi Gibb. Nikt jej nie wiwatował, natomiast wszyscy mężczyźni siłą próbowali ją zepchnąć z trasy. Sytuację ratował jej chłopak i trener, którzy odpierali ataki.

Sami zobaczcie:

Niewątpliwie jej start wywołał największe zainteresowanie i publiczną dyskusję na temat udziału kobiet w maratonach. Stała się twarzą walki kobiet o równouprawnienie, a sama zainteresowana komentowała to w ten sposób:

I knew if I quit, nobody would ever believe that women had the capability to run 26-plus miles. If I quit, everybody would say it was a publicity stunt. If I quit, it would set women’s sports back, way back, instead of forward. If I quit, I’d never run Boston. If I quit, Jock Semple and all those like him would win. My fear and humiliation turned to anger”.

 

Mijały kolejne lata, a kobiet przybywało. Pionierki obudziły ducha sportowego w pozostałych kobietach i w 1972 r. oficjalnie wywalczono prawa do udziału kobiet w maratonie. Od tej pory kobiety mogą startować w maratonach bez żadnych prawnych sankcji i nieprzyjemności. W 1996 r. podczas setnej rocznicy maratonu w Bostonie Bobbi oficjalnie przyznano zwycięstwo w latach 1966-1968 r. i przyznano honorowy medal.


Dzisiejsze maratony

Postanowiłam przyjrzeć się, jak na ten moment wygląda sytuacjach kobiet w stosunku do mężczyzn, którzy zgłaszają się do maratonu. Pod uwagę wzięłam 10 maratonów w Polsce, jak i za granicą, które odbyły się w ubiegłym roku.

Przyjrzyjmy się na początku polskim maratonom – w Warszawie na 5 466 zawodników 948 to kobiety (18%). Sytuacja procentowo rozkłada się bardzo podobnie w pozostałych miastach: Poznań na 6 367 zawodników to 1 109 kobiety (18%), Wrocław 4 631 zawodników to 810 kobiety (18%), Kraków 5 615 zawodników to 990 kobiety (18%), w najstarszym maratonie w Dębnie na 2 175 to 391 kobiety (18%). Nieco lepiej ma się już sytuacja w Tokio oraz w Paryżu – tutaj kobiety stanowią już ok. 23-24%. Londyn sporo odstaje od reszty uzyskując prawie 40% (15 494 kobiet). Największym liderem są Stany Zjednoczone, które osiągają imponujące wyniki. Najliczniejszy bieg na świecie w Nowym Jorku osiąga najwyższy wynik kobiet startujących w maratonie, bo aż 21 056 biegaczek (42%)! Zaś najmniejszą dysproporcją może pochwalić się maraton w Bostonie, który na 26 411 uczestników, kobiety stanowią 45% (11 973 uczestniczek).

To bardzo ciekawe, że w każdym z 5 maratonów w Polsce udział kobiet startujących w zawodach wynosi 18%, kiedy w Stanach wynik sięga prawie 45%. Powodów takiej sytuacji może być bardzo wiele i ciężko stwierdzić, który jest najbardziej prawdopodobny, możliwe również, że kilka równolegle nakłada się na siebie.

Kobiety mogą mniej wierzyć w siebie, a dystans 42 km wydaje się czymś nieosiągalnym. Lubimy wszystko analizować, odpowiednio się przygotować, a wtedy mogą rodzić się jeszcze większe wątpliwości. Mężczyźni w dużej mierze robią i działają bez „owijania w bawełnę”. Większa pewność siebie i wytrzymałość sprawiają, że prędzej stresują się czasem, wykręceniem życiówki i rywalizacją między kolegami niż tym, czy dobiegną do mety. Maraton to bardzo duże wyzwanie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Musicie dzielnie trzymać się wyznaczonego celu i dawać z siebie coraz więcej, kiedy jest coraz trudniej. Sama pamiętam swój pierwszy maraton i duży stres, który mi towarzyszył na kilka dni przed samym startem, a w noc przed biegiem nie było mowy o jakimkolwiek zmrużeniu oka. Nie wiem kto był bardziej przerażony rano – ja czy moi rodzice. Wiedzieli, że nawet jak mi powiedzą, że jeśli źle się poczuję, to mam zejść z trasy to i tak ich nie posłucham. Wiadomo, że do pewnego momentu trzeba pamiętać o swoim zdrowiu i progu wytrzymałościowym, ale cierpienie jest wliczone w tego typu dystans. Na szczęście stojąca za tym determinacja i ciężka praca jest większa i silniejsza niż ból i zmęczenie. Jeśli wiesz, jak dużo włożyłeś w coś pracy, to nie poddasz się tak łatwo!

Wpływ ma również kultura biegowa i związana z nią tradycja. U nas moda na bieganie długodystansowe dopiero się zaczęła, pomimo tego, że pierwszy maraton w Dębnie był zorganizowany zaledwie 3 lata później od bostońskiego. Niektóre maratony organizowane w większych miastach mają dopiero po kilka lat, rozwijają się i szukają odpowiedniej drogi. Warto jeszcze zaznaczyć, że aby dostać się na listę startową maratonu w NY czy w Bostonie trzeba być biegaczem ze świetnymi wynikami, bądź przyjechać z akredytowanym biurem podróży (w obu przypadkach również posiadaczem grubego portfela). Wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych i miasto żyje takimi biegami, nie złoszcząc się, że przez jeden dzień miasto będzie sparaliżowane. Nic więc dziwnego, że przyjeżdżają tutaj biegaczki z całego świata, spełniając swoje marzenie. 😍

Droga kobiet do wzięcia pełnoprawnego udziału w maratonach nie była łatwa, ale była potrzebna. Płeć piękna również chce uczestniczyć w tego typu zawodach i z roku na rok coraz liczniej w nich startuje. Bardzo cieszę się, że na świecie znalazły się kobiety, które nie bały się i zawalczyły o coś, co powinno być normalnością. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś dzisiaj mógł mi tego zabronić. Na szczęście, urodziłam się w czasach, kiedy jedyne co mogę zrobić, to kontynuować i dumnie wspierać #powergirl na maratonach! ❤

Jeśli dobiegliście do końca tego tekstu, to rzeczywiście jesteście prawdziwymi maratończykami w czytaniu – jestem z Was BARDZO dumna! 👏


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *