McQueen – geniusz i wizjoner, którego sztuka rodziła się w bólach [SPRINTERSKA RECENZJA]


Niejednokrotnie zastanawialiście się, co takiego jest w pokazach mody, że tak bardzo intrygują i pociągają ludzi, że są w stanie zapłacić krocie za sukienkę, której prawdopodobnie nigdy nie założą? „McQueen” w reż. Ian Bonhôte pozwoli Wam, odrobinę zgłębić ten świat i rządzące nim reguły oraz poznać kim tak naprawdę był Aleksander McQueen. Osoba, która zmieniła wybiegi mody w epickie, pełne dramaturgii spektakle.  To pierwszy dokument, który w jakikolwiek sposób pozwolił mi zrozumieć projektanta i towarzyszące mu kolekcje mody.

W filmie natężenie emocjonalne stopniowo rośnie. Zaczynamy od Aleksandra pełnego pasji, humoru, luzu i bez grosza przy duszy, a kończymy na wraku człowieka, któremu towarzyszą wielkie pieniądze, sława, samotność i depresja. Dokument jest podzielony na sześć rozdziałów, gdzie każdy coś nowego wnosi i pokazuje to, w jaki sposób zmieniał się McQueen. Archiwalne urywki, wywiady i najbliższe osoby opowiadają o artyście – co go ukształtowało i jakie wydarzenia miały na niego wpływ. Każdemu rozdziałowi towarzyszy jeden ważny pokaz, do którego przygotowuje się projektant. Każdy może ułożyć w głowie swoją historię, ale jedno jest pewne – był geniuszem i wizjonerem, którego sztuka rodziła się w bólach.

Projektant to silna osobowość i zarazem marka, na którą trzeba sobie ciężko zapracować. Twoje kolekcje nagle nie będą warte miliony dolarów – nic nie przychodzi magicznie w życiu. Gdyby Aleksander McQueen poddał się przy pierwszej napotkanej przeszkodzie (a było ich naprawdę sporo), to nigdy nie stałby się legendą w świecie mody i popkulturowym fenomenem. Tylko on wie, że kiedy zyskiwał rozgłos i uznanie, to po pokazie wybierając się do McDonalds’a – nie było go nawet stać na porządny zestaw. Z reguły takich rzeczy się nie pamięta i widzi się już tylko efekt, a przecież determinacja i upór jest tutaj kwestią kluczową do osiągnięcia sukcesu. Musiał połączyć swój artyzm z marketingiem, aby mógł zacząć się z tego utrzymywać.

Muzyka, montaż i rytm filmu to wspaniałe doznanie estetyczne. Pokazy mody wspaniale współpracują z warstwą formalną – mnóstwo w nich emocji, energii i szaleńczej pasji, którą były wypełnione kolekcje McQueena. Miały szokować i poruszać widza. „Moje kolekcje zawsze były autobiograficzne, odnosiły się do radzenia sobie z tym, kim jestem”. – mawiał McQueen. W tym wszystkim jest powiew świeżości i oryginalności, której często brakuje filmom dokumentalno-biograficznym. Często w miejsce X osoby śmiało możemy umieścić Y – w tym wypadku nie ma o czymś takim mowy. Odnoszę wrażenie, że osobowość Aleksandra McQueena została przeniesiona na ekran. Dokument oddaje charakter i duszę projektanta. To kolejny fascynujący, niepokojący i podszyty wielką tragedią dokument na miarę „Amy”.


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *