58. KRAKOWSKI FESTIWAL FILMOWY – podsumowanie festiwalu

Za nami 58. edycja Krakowskiego Festiwalu Filmowego, który od kilku lat gości na mojej mapie festiwalowej. Mnóstwo dokumentów, krótkometrażówek oraz animacji. Rzeczy trudno dostępne, ale szalenie interesujące i warte poświęcenia swojego czasu. To tutaj większość filmów ma swoją premierę, a dopiero później wędruje na kolejne polskie festiwale. Liczą się ludzie, opowiadane historie i interakcje z widzami. Twórcy z całego świata przyjechali tu po to, by wspólnie z nami móc obejrzeć swój film i pojawić się na sesji Q&A. Na festiwalu panuje przyjacielska atmosfera, pozbawiona gwiazdorstwa i sztuczności.

Ten tydzień był bardzo intensywny, ale również niezwykle wyjątkowy i inspirujący. Gdybym wiedziała, że czeka na mnie aż tyle dobrego, to wzięłabym sobie urlop i zamknęła się w sali kinowej na tydzień. Z każdym dniem pochłaniał mnie coraz większy smutek, że wiele produkcji nie zdążę obejrzeć. Na szczęście udało się jednak sporo zaliczyć – o werdykcie Jury, filmach, które mnie zachwyciły, przeczytacie poniżej. Zapraszam! 🙂


Werdykt Jury 

Złoty Róg powędrował do Talal Derki za film „O ojcach i synach”. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak wygląda życia dżihadystów z bliska, to ten tytuł Wam to zagwarantuje. Reżyser odwiedza swój rodzinny kraj i spędza dwa lata życia z islamską rodziną. Ten film to przerażający obraz tego, w jaki sposób dorasta młode pokolenie, które nie cofnie się przed niczym. Słowa uznania należą się za brak populistycznego podejścia i na tyle na ile to możliwe w przekazie filmowym – pozostawienie ocenie religii widzom. Srebrny Róg dla reżyserki Marty Prus za najlepszy pełnometrażowy  film dokumentalnyOver the Limit”. Oglądamy zmagania rosyjskiej gimnastyczki Margarity Mamun, która przygotowuje się do Olimpiady. Dokument wygląda bardzo dobrze, niemal filmowo. W dodatku historia zostaje opowiedziana w taki sposób, że ciągle trzyma nas w napięciu, a finałowa sekwencja zostawia nas w bezruchu na dłuższą chwilę. Wystarczyły 74 minuty, aby opowiedzieć o wielu ważnych kwestiach, które tworzą uniwersalną opowieść o ludzkich zmaganiach, wytrwałości czy wyczynowym uprawianiu sportu. Margarita jest najlepsza na świecie, ale codziennie na treningu słyszy, od swoich dwóch trenerek, że nie nadaje się do niczego. Nie ma to jednak nic wspólnego ze sposobem motywowania poprzez krytykowanie. Masz kontuzje, a ojciec jest umierający? Nikogo to nie obchodzi, ważne, abyś przywiozła złoty medal i nie licz na to, że ktokolwiek będzie to pamiętać. Uzyskanie zgody na filmowanie Margarity od Iriny Viner, która jest jej trenerką, ale i zarazem osobą bardzo wysoko postawioną w Rosji (może gardzić ludźmi i ich upadlać bez konsekwencji) zajęło reżyserce dwa lata. Dlatego należy się wielkie uznanie dla reżyserki, która swoim uporem, konsekwencją i cierpliwością pokazała nam kawałek zaplecza sportu, a wraz z nią aspektu politycznego.

  • ZŁOTY RÓG dla reżysera najlepszego filmu – Talal Derki za film „O ojcach i synach” (Katar, Liban, Niemcy, Syria)

Konkurs DocFilmMusic wygrywa Stephen Nomura Schible za film „Ryuichi Sakamoto: Coda”. Reżyser przedstawia nam utalentowanego kompozytora muzyki filmowej Ryuichi’ego Sakamoto, który miał przyjemność współpracować z Bertoluccim, a jednym z ostatnich jego projektów był soundtrack do „Zjawy”. To nie jest klasyczna biograficzna opowieść – nie wiemy nic o jego dzieciństwie, rodzinie ani życiu osobistym. Dostajemy za to jedną ważną informację (i to dość szybko), że jest poważnie chory i skupiamy się maksymalnie na jego pasji do muzyki. Ładny, subtelny i melancholijny dokument o tym, że muzyka może być dla kogoś całym światem, który chciałoby się, żeby trwał w nieskończoność. Złoty Smok dla reżysera najlepszego filmu Popraw włosy, Oliver” w reż. Armelle Mercat. Wyobraźnia reżyserki miesza się z młodzieńczą fantazją. Widz dorasta wraz z filmem i oddaje się dziecięcym wspomnieniom.

To nie wszyscy nagrodzeni – pełna lista laureatów: http://www.krakowfilmfestival.pl/pelna-lista-laureatow-58-krakowskiego-festiwalu-filmowego/. 🙂


Biegniemy po więcej!

Oprócz filmów, które zostały nagrodzone, chciałabym wspomnieć o produkcjach, które może nie zostały obsypane nagrodami, ale wypełnione były sercem i talentem. Było tyle dobrych tytułów, że to zaszczyt w takim gronie być „przegranym”. 🙂

Na projekcji animacji „Colaholic” reż. Marcin Podolec oczywiście towarzyszyła mi colcia. Jakże mogło być inaczej – podwójna przyjemność z seansu! Reszta sali mogła tylko obejść się smakiem. 😉 Reżyser przyznaje się do tego, że jest uzależniony od Coca-Coli, ale sam temat próbuje ugryźć w zabawny sposób. Lekka, z bąbelkami i świetnie zrealizowana produkcja! Co ciekawe, ale motyw Coca-Coli często powracał podczas 58.KFF. Raz była rekwizytem rzucanym prosto w kierunku męża (piękny wybuch), a innym razem oddano sporą część krótkometrażówki na rzecz konkurencyjnej firmy… Jak widać, napój znany od lat, zachwyca i uzależnia również twórców. ❤

Frekwencja na seansach była tak wysoka, że zdarzało się oglądać projekcje na schodach. Te kilkadziesiąt minut można było przecierpieć w ramach dobrych filmów. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się dokument „Dreamland” w reż. Stanisława Berbeki. Odżywają wspomnienia o ojcu reżysera – Macieju Berbece, który wszedł na Broad Peak 5 marca 2013 roku, ale zginął podczas próby zejścia ze szczytu. To bardzo osobisty i ciepły pamiętnik rodzinny. Rodzinę Berbeków zjednoczyły góry, a pasja do himalaizmu była przekazywana z pokolenia na pokolenie. „Dreamland” nie ocenia słuszności pasji do gór i jej wielkiego ryzyka, jakie niesie ze sobą. Nie wiem, co bardziej zapamiętam z seansu – sam pokaz, czy spotkanie Q&A. Rzadko się zdarza, aby prawie cała sala została na sesji Q&A. Spotkanie trwało bardzo długo i nikt nie chciał, aby się skończyło. Reżyser dzielił się z nami bardzo intymnymi wydarzeniami, aż wszystkim odbierało mowę. Dawno nie byłam na tak wzruszającym, skromnym i przepełnionym serdeczności spotkaniu.

Przypuszczam, że o tych produkcjach jeszcze możecie sporo usłyszeć. Coraz częściej możemy spotkać krótkometrażówki, które są dopieszczone i jakościowo reprezentują wysoki poziom. Do projektu angażują się doświadczeni aktorzy, a po drugiej stronie kamery wybitni specjaliści w swojej dziedzinie. „Atlas” reż. Maciej Kawalski to przepełniona humorem i znakomitą puentą produkcja. Świetna praca kamery oraz zdjęcia, a do tego wspaniała muzyka Łukasza Targosza (!) od razu sprawiają, że staje się miły w odbiorze. Do tego znakomici aktorzy: Tomasz Kot oraz Marian Opania i w roli głównej absurd goniący absurd. „Szczęście” reż. Maciej Buchwald to kolejna tego typu produkcja, która bawi i dobrze wygląda. Już na wstępie ma ode mnie oczko wyżej za wspaniałą szyderę na temat coachów i inspiracje postacią dr. Mateusza Grzesiaka.

Czworo bohaterów szuka szczęścia w swoim życiu – czy je znajdzie? Kino środka z całkiem niezłą obsadą i dobrym dowcipem (nic dziwnego, w końcu reżyser jest komikiem!). „Telezakupy” reż. Dev Patel (to jego debiut) opiera się przede wszystkim na genialnym pomyśle. Nie ma tutaj gwiazd czy formy, która w jakikolwiek sposób Was zaskoczy. Mamy za to zabawnie przemyślaną historię kobiety, która kupuje stanowczo za dużo produktów z Telezakupów. Któregoś dnia postanawia zabić męża i użyć wszystkich zakupionych gadżetów do zatuszowania zwłok. Odplamiacz, który poradzi sobie z każdą plamą, nóż, który przekroi wszystko oraz blender, który zblenduje wszystko, co wrzucisz. To nie koniec, bo finał jest wisienką na torcie. Resztę sobie tylko wyobraźcie.

Na koniec wspomnę jeszcze o animacji zrobionej przez Akademie Sztuk Pięknych „Chrystus Narodu” reż. Ewa Drzewicka. Kraków w krzywym zwierciadle z całym dobrodziejstwem inwentarza. Oparta na sytuacyjnych żartach, nie oszczędza nikogo i nie boi się podejmować kontrowersyjnych tematów. Minimalne wymagania: poczucie humoru.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie szukała jakichś produkcji, które chociaż trochę dotykają sportu, rywalizacji i walki z samym sobą. Ku mojej uciesze było tego dość sporo. Wspomniane wyżej „Over the Limit” oraz „Dreamland” to tylko początek. Po filmie „Najlepszy” przychodzi czas na dokument „Mistrz świata” reż. Kacper Lisowski opowiadający o Jerzym Górskim, triathloniście po przejściach, który dokonuje niebywałych rzeczy w swoim życiu. Sam dokument trochę zawodzi, bo zostaje w bardzo klasyczny sposób potraktowany, a i Jerzy Górski nie jest zbyt charyzmatyczną postacią na ekranie. Mimo wszystko warto znać jego historię, która udowadnia, że nawet z największego dna można się podnieść, trzeba tylko zaufać sobie i posiadać ogrom determinacji, a sport może okazać się największym pomocnikiem w tej walce. „Newborn” reż. Lidia Duda to kolejny dokument o Mistrzu Świata, który dorastał w bardzo trudnych warunkach, które go ukształtowały. Krzysztof Wierzbicki, bo o nim mowa, podniósł 420 kg w Martwym Ciągu i tym samym ustanowił rekord świata. Jak do tego doszło? Siła charakteru, konsekwencja i ciężka praca to podstawowy pakiet każdego sportowca. Jednak pod tym kryje się coś jeszcze, co sprawia, że się chce – rodzina. Młodzieńcza miłość przekształca się w dojrzały związek oparty na wzajemnym wsparciu. Warto zobaczyć jak skromnymi ludźmi są mistrzowie świata, którzy skupiają się na swoim celu, a nie na gadaniu o nim.


 

58.KFF będzie dla mnie najlepszą edycją, jaką do tej pory miałam okazję zobaczyć, a raczej przeżyć. Był to dla mnie niezwykle inspirujący czas, bo sama chciałabym kiedyś wzruszyć ludzi i być po tej drugiej stronie. Nagrody trafiły w dobre ręce, ale poziom konkursu był bardzo wysoki i wyrównany. Jeden blok konkursowy potrafił kryć w sobie całą paletę emocji, niespodzianek i ożywić widza, który jest spragniony energii, kiedy spędza pół dnia w kinie. Organizacja festiwalu na najwyższym poziomie i dopracowana w najmniejszym detalu. Festiwal bez zbędnego gwiazdorstwa, reklam i z niezłą kroniką filmową. 58. KFF to piękna list miłosny dla X Muzy. ❤


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *