ZIMNA WOJNA – [SPRINTERSKA RECENZJA]

Paweł Pawlikowski został najlepszym reżyserem w Cannes, a widownia nie mogła wyjść z zachwytu. To pewnie początek nagród. Poprzedni film „Ida” była dla mnie tylko ładnym obrazkiem, w której nie było emocjonalnej historii. Czy tym razem dostałam to, czego mi brakowało?

Dawno nie miałam tak dużego kłopotu z odbiorem filmu – tym na płaszczyźnie emocjonalnym. Kilka dni myślałam o tym, co obejrzałam i czy w ogóle to mi się podobało. Pewnie doskonale znacie to uczucie.

Widzę, że film jest piękny i dopieszczony. Wszystko w kadrze jest idealnie przemyślane, nie ma tam miejsca na przypadek czy odrobinę szaleństwa. Estetyczne arcydzieło, które nie równa się z żadnym innym polskim filmem. To taka poezja filmowa, z której nasi rodzimi twórcy bardzo rzadko korzystają.

Widzę, jak Tomasz Kot jest zmęczony życiem, a widok Zuli sprawia, że na moment poczuje jakieś emocje. Cierpienie ma wypisane na twarzy. Polski Bogart, jakiego jeszcze nie widzieliście.

Widzę, ile pracy i energii włożyła w swoją rolę Joanna Kulig. Jak pięknie śpiewa i tańczy. Nie spodziewałam się, że ma aż taki talent. Oby jak najwięcej jej było na ekranie. ❤

Widzę, że Borys Szyc gra ciągle to samo… wtedy ogarnia mnie największy smutek.

Widzę, że film ma strukturę szczątkową, która mnie osobiście nie odpowiada. Wtedy muszę się oddać wyobraźni i popaść w nieco melancholijny klimat. Potrzeba sporo sobie dopowiedzieć i ułożyć własną wersję wydarzeń (tutaj też trzeba mocno bazować na własnych doświadczeniach). Wolę narrację, która więcej mówi mi wprost, wyjaśnia i stawia sprawy jasno. Może nie od razu „kawa na ławę”, ale potrzebuję otrzymać mocne fundamenty.

Widzę, że film od początku do końca jest bardzo europejski. Scena finałowa, która jak czytam – wielu uważa, że stanie się klasykiem. Pewnie macie rację, że tak się stanie. Jednak wybaczcie, ale dla mnie to o krok za dużo. Domyślam się, że tutaj miał nastąpić wybuch emocjonalny – u mnie miał miejsce niewypał. Nie czuję tej miłości i przechodzę obok niej obojętnie.

Nie widzę i nie czuję u siebie emocji. Myślę, że ten film nie jest na moją wrażliwość, nie uderza we mnie, chociaż powinien. To nie wina filmu, bo ciężko się do czegoś przyczepić. Po prostu nie jestem odbiorcą tego typu kina. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób jest zachwycona „Zimną wojną”, która ich dotyka ich i bardzo wzrusza. Dlatego idź i przekonaj się na własnej skórze, czy akurat Ciebie dotknie – jest duże prawdopobieństwo, że tak się stanie. Po raz kolejny przekonałam się, że ten styl filmowania nie jest dla mnie i najzwyczajniej w świecie do mnie nie przemawia.

Nie mam nic przeciwko, jesli „Zimna wojna” stanie się klasykiem i zdobędzie mnóstwo nagród. Rzadko kiedy mamy okazję zobaczyć takiej klasy i jakości film. Kibicuję, ale bez emocji, tylko z rozsądku.


Za seans dziękuję:

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *