Czy najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej jest aż tak zły? [SPRINTERSKA RECENZJA – TWARZ]

Film gorąco komentowany przez widzów, którzy zarzucają reżyserce pogardliwy i zaściankowy stosunek do portretowania polskiej wsi. „Twarz” została nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie, a od 6 kwietnia możemy zobaczyć go w kinach. Polskie kino czuje i oddycha, a co najważniejsze – stymuluje społeczeństwo do rozmowy. Dlatego zawsze z dużą dozą ciekawości idę na kolejny film Szumowskiej, bo wiem, że wywoła dyskusję, która będzie trwać dłużej niż seans w kinie.

Z twórczością Małgorzaty Szumowskiej zawsze mam jakiś problem – żaden film nie zadowolił mnie jeszcze w 100%. Najbliżej do filmowego spełnienia była produkcja „Body/Ciało”. Reżyserka ma talent, potrafi sprawnie opowiadać za pomocą obrazów i świetnie dobiera sobie obsadę. Natomiast treść w jej filmach jest nierówna – raz lepiej „dotyka” problemu, a raz za bardzo skupia się na wywołaniu sensacji i na formie.

Film mocno dzieli widownię. Posypała się duża fala krytyki i oburzenia za to, w jaki sposób zostaliśmy przedstawieni. Postaram się odnieść do zarzutów i napisać, jak ja postrzegam ten film. 🙂

Film inspirowany jest historią Grzegorza Galasińskiego, który kilka lat temu uległ wypadkowi i poddał się przeszczepowi twarzy. Inspiracja nie oznacza opierania się na faktach, dlatego radziłabym nie podchodzić do historii 1:1. Film przedstawia co innego, niż spotkało (reakcja otoczenia) w rzeczywistości Pana Grzegorza. Wedle doniesień Pan Grzegorz spotkał się z masą życzliwości ze strony mieszkańców i rodziny. Ten film nawet nie został sklasyfikowany jako biograficzny, zatem nie widzę powodu, aby się oburzać, że: „tak nie było”. Jest wiele filmów, które u podstaw mają autentycznego bohatera, a reszta to wyobraźnia reżysera. Tutaj kluczowe jest, aby zdać sobie sprawę, że to tylko inspiracja i nie brać tego na serio.

Jeśli nie weźmiecie tego filmu zbyt poważnie i do siebie, to dostrzeżecie, że w opisie filmu pada magiczne słowo „baśń” – to odmiana bajki, utwór o tematyce fantastycznej. Stąd nie dziwią przejaskrawione sceny. Przez cały seans czuję, że reżyserka bawi się (zwłaszcza formą) i ciągle balansuje na granicy realności. W dodatku odnoszę wrażenie, że robi to z pewną czułością do bohaterów.

Stereotypy, zaściankowość i generalizowanie? Wskażcie mi proszę twórcę, który unika tego typu efektu. Polska wieś zawsze zostaje pokazana w sposób mniej lub bardziej stereotypowy. Wojciech Smarzowski pokazuje w wielu swoich filmach polską wieś jako upodloną, pijaną, cwaną gdzie tylko liczą się pieniądze i układy. Piotr Domalewski w „Cichej Nocy” pokazuje sztuczność naszych rodzinnych relacji i tego, że emigracja to nadal „gorący” temat. Im przyznajemy rację, mówiąc: „tak właśnie jest!” A czy właśnie oni nie generalizują i nie podpierają się stereotypami, aby przekazać swoją wizję? To tylko pewien wycinek społeczeństwa, który nie daje nam obrazu na całość. Jesteśmy w stanie tylko ten skrawek ocenić, czy rzeczywiście jest zgodny z rzeczywistością. Szumowska robi dokładnie to samo, tylko z tą różnicą, że przejaskrawia i dodaje właśnie te elementy baśniowo-komediowe, które mogą zmylić widza. Scena otwierająca – wyprzedaż w sklepie dla… golasów. Czy nie jest prawdą, że w sklepie dochodzi do walk o promocyjny produkt? A że przed wejściem do sklepu musisz się rozebrać, to tylko już reżyserska popisówa. Każda kolejna scena (czyt. cecha) jest budowana na podobnej zasadzie.

Ostatnim zarzutem, z jakim się spotykam, to oderwanie od rzeczywistości. Zniekształcona twarz młodego chłopaka to ogromna tragedia, bo czy w dzisiejszych czasach wygląd zewnętrzny nas nie definiuje? Niestety, ludzie są okrutni i wygląd ogromnie wpływa na to, jak jesteśmy postrzegani. Coś, co jest ulotne, ma tak duży wpływ na nasze życie. W tym przypadku nie chodzi o to, czy ktoś jest ładny/brzydki, ale o to, że wystaje ponad przyjęte normy. „Zjebana twarz” – jak pada z ust siostry, zmienia i przewartościowuje wszystko w życiu. Nie bądźmy bezkrytyczni wobec siebie i zastanówmy się na moment, czy gdyby nasz bliski miał zniekształconą twarz to, czy podołalibyśmy psychicznie.

Dlatego reakcja otoczenia ma sens – narzeczona nie jest w stanie do niego wrócić i popada w złe towarzystwo, po omacku próbując jakoś poukładać swoje życie. Matka totalnie odcina się od syna i funduje mu egzorcyzmy, a we wsi staje się obiektem śmiechu i budzi odrazę. Tylko siostra (notabene fenomenalna Agnieszka Podsiadlik!) wspiera brata i walczy o niego – o jego związek i dalszą przyszłość. Nie popieram tego, w jaki sposób bohaterowie podchodzą do filmowego Jacka, ale w realnym świecie takie zachowanie byłoby prawdopodobne.

 

Jestem w mniejszości, ale mnie ten film nawet się podobał – zdecydowanie lepszy od „W imię”, ale gorszy od „Body/Ciało”. Ma swoje wady, ale i również zalety. Warto wybrać się do kina i przekonać się na własnej skórze, czy ten film do Was przemówi, czy jednak poczujecie się oburzeni. 😉


Za seans dziękuję:

 

Niech wpis pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *