Za co kocham „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri’’

Nieważne czy ten film dostanie Oscara, czy nie. On jest już w moim serduszku i żadne nagrody tego nie zmienią. Oczywiście, że będę się cieszyć i otworzę szampana, jeśli Akademia zdecyduje, ogłosić go Najlepszym Filmem! ❤  Z trudem będę się powstrzymywać, by nie wyrzucić telewizora przez okno, jeśli okażę się, że Oscar powędruje do Kształtu wody. No cóż, nie zawsze moje gusta pokrywają się z resztą świata…

Zakochałam się w tym filmie, a kochliwa nie jestem (śmiech). I będę notorycznie Wam o tym mówić i wyznawać mu miłość. Jeśli też go pokochaliście, to zapraszam do wspólnych achów i ochów (ideały jednak istnieją!). Jeśli jednak go nie widzieliście – zapraszam do tekstu, w którym postaram się w trzeźwy sposób (na tyle na ile to możliwe) powiedzieć Wam, za co go tak uwielbiam. Na myśl o tym filmie serce bije mi szybciej i przypominam sobie o tym, dlaczego tak bardzo pasjonuje mnie kino. Wszystkim gorąco go polecam, bo liczę na to, że i niektórzy z Was poczują te emocje. ❤

Obejrzałam go dwukrotnie. Za każdym razem bardzo szybko zleciał czas i odkrywałam go na nowo. Pierwszy seans był ciągłym zaskoczeniem fabularnym, a podczas drugiego – wyłapywaniem najmniejszych detali oraz jeszcze bardziej docenieniem w nim humoru. Trzeci pewnie będzie niebawem… 😍


 

 

PERFEKCYJNY! Nie ma tam absolutnie żadnej niepotrzebnej sceny. To świadczy o tym, jak bardzo dobrze został napisany. Niektórzy mają zarzuty do końcówki – żadna opcja nie byłaby tą odpowiedniejszą/lepszą. Dialogi są tutaj źródłem czarnego humoru, groteski, ale i zwinnego rozładowania panującej atmosfery, która z każdą minutą narasta. Ponadto mamy kilka twistów, których osobiście bym się nie spodziewała. Wydaje Ci się, że wiesz, jak to wszystko się potoczy i jakie będą kolejne etapy – właśnie, tylko Ci się wydaje… Monologi głównej bohaterki są bezbłędne! Ciężko powstrzymać się od śmiechu, a przecież nie przystoi, skoro spotkała ją niedawno tak straszna tragedia. Ale podobno lekiem na całe zło i na to, by nie oszaleć jest właśnie poczucie humoru, dystans i ironia.


 

WSPANIALI! Nikt tutaj nie zagrał na dobrym poziomie, wszyscy mieli ambicje, aby od razu wzbić się na poziom wybitny. Frances McDormand to kowbojka na dzikim zachodzie, która chce sprawiedliwości. Nie boi się, nie trzyma języka za zębami i uderza z największą precyzją. Jej interakcje z innymi bohaterami od razu wywołują uczucia i napięcie. Niejednokrotnie podczas seansu pomyślicie sobie w duchu: „Tak jest! Dobrze pocisnęła!’’ Scena z księdzem? Czegoś takiego dawno nie widziałam! ❤

Woody Harrelson w roli szeryfa? Doskonały! Nie mogę Wam spojlerować, ale wzruszycie się przy jednej scenie. Ci wrażliwsi niech przygotują sobie chusteczki.

Sam Rockwell oficer, który najchętniej pozbyłby się wszystkich wkoło. To szalona bestia, po której nie wiadomo czego się spodziewać. Przechodzi metamorfozę, ale darowałabym sobie, że to jest taka klasyczna od bad guya po człowieka, który od teraz będzie czynić wyłącznie samo dobro. Znowu mamy tutaj wiele nie oczywistości i oryginalności, której w kinie brakuje.

To moja święta trójca, ale drugoplanowi aktorzy to też niezła armia, której się nie zapomina. To ważne pionki w grze, które w danej scenie robią szach-mat. Nie są po to, by być, tylko mają określoną funkcję. Co też wynika z pierwszego punktu – perfekcyjnego scenariusza.


 

OGROMNE! Kiedy już ma się tak wspaniały scenariusz i ekipę, teraz wszystko w rękach reżysera, który musi całość ładnie poskładać. Wydaje się, że Martin McDonagh od początku wiedział, jaki jest zamysł filmu – pomieszanie dramatu z humorem. Z jednej strony dowcipny film, a z drugiej przerażająco smutny. Ogromny talent i wyczucie pozwoliło, aby te dwie skrajności ze sobą połączyć. Bardzo łatwo było przegiąć w którąś stronę i kompozycyjnie zburzyć finalny efekt. Od początku wciąga i trzyma w napięciu do ostatnich minut.

Film wzbudza wiele emocji, które zostaną z Tobą na dłuuuuuugo po seansie. ❤

Od teraz wszystkie filmy będą porównywane do „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri’’. Rodzi się uczucie niepokoju, czy przetrwamy tę miłość i żadna konkurencja nie pojawi się w 2018 roku? ❤


Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

3 thoughts on “Za co kocham „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri’’”

  1. Też uważam, że film był genialny 🙂 Zakończenie też dobre, mimo że wydawało się, że będzie całkowicie inne 🙂 nie chcę tu spojlerować, ale byłam równie zachwycona i będę polecać każdemu, choć jestem świadoma, że nie każdy polubi ten film 🙂

    1. Pełna zgoda! 🙂 Też jestem tego świadoma, że jak nie będzie tego pierwiastka emocji, które wywołuje to nie każdy stanie się fanem Trzech Billboardów. Ale i tak będę męczyć wszystkich wkoło! 😀

  2. O tak, ja również uważam, że to bardzo dobry film. Dobrze oddana atmosfera małego miasteczka, które rządzi się swoimi prawami, a także (a może nawet przede wszystkim) świetnie zarysowane postacie. Nie ma dobrych i złych, są tylko mniej lub bardziej tragiczni bohaterowie. Ale każde zachowanie ma swoje podłoże, każda postać ma swoją historię i swoje miejsce w filmie. Chociaż akurat scena z księdzem to jedna z tych scen, które w filmie najmniej mi pasowały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *