[SPRINTERSKA RECENZJA] – Czwarta władza, Czarna Pantera i Kształt wody

Pół weekendu przesiedziałam w kinie. Czy warto było? Sprawdźcie, w najnowszej zbiorczej recenzji.

Czwarta władza reż. Steven Spielberg

Akcja ,,Czwartej władzy’’ rozgrywa się na przełomie lat 60 i 70. Film relacjonuje walkę redakcji gazety „The Washington Post’’ o ujawnienie szokujących, skrywanych przez amerykański rząd tajemnic. Nominowany w dwóch kategoriach do Oscara – Najlepszy film oraz Najlepsza aktorka pierwszoplanowa. To tytuł, który zawsze musi się znaleźć w oscarowej stawce – o demokratycznej Ameryce, która walczy o wolność. Spielberg na całe szczęście nie zakłada różowych okularów i pokazuje początki pewnych kryzysów, które dziś nabierają coraz większego rozpędu i są niezwykle aktualne. Ekspozycja filmu jest długa i męcząca. Druga połowa filmu jest zdecydowanie lepsza – więcej w niej emocji i akcji. Spielberg w klasyczny sposób korzysta z narracji i opowiada nam historię kobiety (Meryl Streep), która jest w stanie poświęcić cały swój dorobek w imię ważnych idei. Pomimo kilku dobrych scen, całość wypada przeciętnie.

Ocena:       

 


Czarna Pantera reż. Ryan Coogler

Najnowsza produkcja od Marvela. T’Challa po śmierci ojca wraca do rodzinnego kraju, by objąć tron i przywdziewa kostium Czarnej Pantery. W Wakandzie pojawia się wróg, z którym będzie musiał się zmierzyć. Typowy blockbuster, którego dobrze się ogląda. Seans się nie dłuży, a bohaterowie do siebie przekonują. Zwłaszcza damska część obsady jest wspaniała – ostre, odważne i z humorem kobiety nie są tylko dodatkiem do filmu. Relacja Czarnej Pantery z siostrą wzbudza bardzo dużo sympatii i niewątpliwie jest to kolejny plus produkcji. Mam jednak pewne obawy, że bardzo szybko zapomnicie o tym, co obejrzeliście. „Czarna Pantera’’ nie wyróżnia się niczym szczególnym i jest ciągle taką samą wariacją na temat kina komiksowo-heroicznego. Można się wybrać, jeśli chcecie miło spędzić czas i jesteście fanami Marvela, ale nie miejcie dużych oczekiwać względem tego filmu, bo wówczas możecie się rozczarować. 

Ocena:       

 


Kształt wody reż. Guillermo del Toro

Faworyt tegorocznych Oscarów z 13 nominacjami. Niema sprzątaczka Elisa (Sally Hawkins) pracuje w tajnym rządowym laboratorium. Jej życie ulega nagłej zmianie, gdy zaczyna odwiedzać tajemniczego potwora. W tym filmie jest coś magicznego, dlatego nie wątpię, że niektórzy odpłyną podczas seansu. Na mnie jednak tego typu poetyka nie działa – lubię logiczne i realistyczne kino, takie, które da się w minimalnym stopniu wytłumaczyć. Kształt wody’’ zostaje osadzony w realnym świecie, ale to baśń dla dorosłych z dodatkiem sc-fi, thrilleru czy nawet musicalu. Hybryda gatunkowa, którą udało się połączyć za pomocą bohaterów, którzy są wykluczeni, inni – kaleka, gej, Afroamerykanka oraz potwór. Wizualnie piękny, ale fabularnie bardzo prosty i nieangażujący. Brakuje mi głębszego osadzenia w świecie, psychologizmu postaci lub większego wprowadzenia do rodzącej się relacji głównych bohaterów. Ona po prostu pojawia się wskutek wspólnie słuchanej muzyki, jedzenia jajek oraz tańczenia z miotłą. Ciągle mnie to wybijało z opowiadanej historii, tak jakby pomiędzy mną a filmem powstał mur, którego nie mogę zburzyć. Istnieje jeszcze opcja, że jestem za stara na tego typu bajeczki… ;)

Ocena:       


Za seans dziękuję sieci kin:

 

Niech wpis pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *