THE DISASTER ARTIST – Oh, Hi Mark! – [SPRINTERSKA RECENZJA]

Od dawna lubię Jamesa Franco, bo to wyjątkowo pokręcony egzemplarz w Hollywood. Gra w filmach guilty plesuare, na przemian występując w produkcjach ambitniejszych. Generalnie to jest człowiek orkiestra – aktor, reżyser, scenarzysta, malarz i doktor nauk humanistycznych. W 2017 roku brał udział (od aktora po reżysera) w 17 produkcjach – co za sprinterskie tempo!  Szkoda, że za rolę w „The Disaster Artist’’ nie dostał nominacji do Oscara… Wyobrażacie sobie moment, w którym odbierając Oscara, Franco dziękuję Tommy’emu? ❤

„The Disaster Artist’’ to historia przyjaźni Tommy’ego Wiseau (James Franco) oraz Grega Sestero (Dave Franco). Zostaję nam przybliżona sylwetka Tommy’ego – osoby, która pozostanie jedną wielką zagadką w świecie X Muzy. Tommy postanawia wyreżyserować film i angażuje do jednej z ról swojego przyjaciela. Stać go na sfinansowanie kosztów związanych z wyprodukowaniem „The Room’’. Są pieniądze, jest ekipa – zatem akcja! Ale chwila, chwila… czy ktoś tutaj z obecnych ludzi ma talent? Jedno jest pewne – nie jest nim na pewno reżyser.

To film o potrzebie spełniania marzeń bez względu na posiadane talenty. O tym, jak ważną rolę odgrywają nasi przyjaciele i wszystkie „pakty’’, które z nimi zawarliśmy. Twórcy nie pokusili się, aby zrobić z filmu tylko śmieszną komedię, która będzie szydzić z tego, jak złym filmem jest „The Room’’. Scena premiery filmu jest najlepszym podsumowaniem złożoności pomiędzy komedią a dramatem, która jest największą zaletą „The Disaster Artist’’. Przed obejrzeniem polecam obowiązkowo seans ,,The Room”. Bracia Franco – niezła robota!

 

 

 

 

 


Za seans dziękuję:

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *