[BIEGIEM NA FESTIWAL] – 24. MFF ETIUDA&ANIMA – podsumowanie oczami niewidzialnych twórców

Miesiące przygotowań, by przez kilka dni Kraków oddychał nie tylko smogiem, ale i wspaniałymi animacjami i etiudami. Naprawdę nie wiem, kiedy zleciały mi te 6 dni przepełnione projekcjami i licznymi wydarzeniami. Biegiem na film udało się dotrzeć do osób, które są w cieniu podczas takiej imprezy i poprosiło o podzielenie się swoimi wrażeniami z tegorocznego festiwalu. Co sądzą na temat Etiudy&Animy zawodowi animatorzy? Bez wolontariuszy, tłumaczy, managerów, fotografów – festiwal nie byłby nigdy na tak dobrym poziomie. Jeśli jesteście ciekawi, jak oni funkcjonują podczas takiego gorącego okresu, po to, by moglibyście spokojnie usiąść i rozkoszować się seansami, to zapraszam do przeczytania tekstu.


To już mój piąty raz, kiedy jestem na tym festiwalu, tylko ze zmieniającą się rolą – od jurorki do blogerki filmowej. To wyjątkowy festiwal, na którym mamy okazję zobaczyć etiudy i animacje z całego świata, które na co dzień są bardzo trudno dostępne. Mam ogromny sentyment do Etiudy&Animy, bo to mały i ciągle walczący o przetrwanie festiwal. Zawsze też robi mi się przykro, bo to on zamyka moje festiwalowe tournée w roku kalendarzowym. Taki przymusowy odwyk nie jest łatwy do przetrwania!

Ze wszystkich animacji, które obejrzałam, najbardziej urzekła mnie ,,Catherine’’ (reż. Britt Raes). To nic nowatorskiego pod względem techniki, ale poziom humoru i absurdu przekraczał dopuszczalny poziom. Do pierwszego filmu otwarcia ,,Winda” (reż Hieronim Neumann) podchodziłam z dużą rezerwą, bo czy film (sam reżyser nie wie, czy to jeszcze animacja, czy już nie) o tym, że jedni ludzie wsiadają i wysiadają z windy, przemieszczając się między piętrami może być wciągający? Okazało się, że tak. A dla miłośników kina śledzenie słynnego wózka dziecięcego znanego z takich filmów jak: ,,Pancernik Potiomkin’’ S. Eisensteina, ,,Dziecko Rosemary’’ R. Polańskiego oraz ,,Nietykalnych’’ Briana de Palmy będzie nie lada gratką. Kolejny film, który został nam zaprezentowany podczas gali rozpoczęcia festiwalu to ,,Window Horses’’ (reż. Ann Marie Fleming) i również był sporym zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, że o irańskie poezji można opowiadać w tak delikatny i dziewczęcy sposób. Jeśli chodzi o etiudy, ich zdecydowanie najmniejszą ilość obejrzałam, ale ATTAK (reż. Ruben Meirer) to pozycja dość oryginalna w swoim pomyśle. Tinder, który zamiast umawiać się na randki, służy do umawiania się na mordobicie.

Nagrodzone tytuły: PEŁNY WERDYKT

Teraz oddaję głos pozostałym uczestnikom festiwalu.  Bardzo dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w stworzeniu tego tekstu. Wasza pomoc i zaangażowanie tylko udowadnia, jak bardzo kochacie ten festiwal! 🙂


 Javvie – animatorka i ilustratorka

Otwarcie pokazu wydało mi się bardzo spięte i niepotrzebnie ,,superpoważne” tak jakby nie wiem, ktokolwiek związany z animacją był poważny. Brakowało luzu i zwrócenia szybciej uwagi tłumaczowi, że nie musi powtarzać nazw sponsorów z dodatkowym akcentem, żeby uniknąć maks żenady. Na pierwszy film ,,Winda” (reż Hieronim Neumann) byłam przygotowana – założyłam, że będzie nudny, ciężki i trzymany w klimacie filmów Rybczyńskiego sprzed 1000 lat. Pozytywnie się zaskoczyłam – nawet nie było źle! W połowie się już zmęczyłam, ale wtedy od akcji ciekawsze było liczenie pięter.

,,Window Horses’’ reż. Ann Marie Fleming

Drugi film ,,Window Horses’’ (reż. Ann Marie Fleming) za to totalnie mnie zachwycił. Widziałam jakieś kadry wcześniej i wiedziałam, że wygrał Animatora (festiwal), poza tym nazwa ,,konie w oknie” (nie cierpię koni), no nie zrobiło to na mnie wrażenia, a nauczona doświadczeniem z pokazu plenerowego, byłam super przerażona nadchodzącymi 85 minutami szmiry. Oooj, jak się myliłam! Ten film był po prostu świetny, totalnie mnie zaskoczył! Jestem zupełną ignorantką, jeśli chodzi o Iran i poezję, poza tym dawno nie rozmyślałam o takich rzeczach jak rodzina, tradycja, patriotyzm – a ten film sprowokował mnie do myślenia na długie godziny po wyjściu z seansu. Dodatkowo obok mnie siedział grafik z Iranu, który nie znał wcześniej tego filmu i tak się nim wzruszał, że aż mi się udzieliło. Ani chwili się nie nudziłam i było mi smutno, jak się skończyło.

Blok VI z animacjami wybrałam głównie ze względu na Gąsiorowską. Śledzę jej twórczość odkąd zrobiła swój pierwszy film na filmówce (,,Pułapka’’), i nie umiem tego dokładnie określić, ale bardzo podoba mi się jej podejście do robienia filmów animowanych. Takie trochę na luzie, ale z mocnym charakterem, niby amatorskie, ale na wysokim poziomie, w dodatku super zabawne, a poruszające poważniejsze kwestie. Szczególnie byłam pod wrażeniem ,,Łukasza i Lotty’’,  jej filmu z drugiego roku. W ogóle nie zdziwiło mnie, gdy się dowiedziałam, że jej kolejna etiuda szkolna ,,Cipka” wygrała jakiś ważny konkurs i przez to może kwalifikować się do głównej oskarowej selekcji. Bardzo chciałam zobaczyć! Przegapiłam seanse na Animatorze w Poznaniu, no i Etiuda&Anima jak znalazł. Tak myślałam o innych filmach, że z jednej strony mają super szczęście, że są w bloku wraz z Gąsiorowską, a jednocześnie trochę pecha, bo przecież nie wygrają głosowania publiczności. Koniec końców zagłosowałam na film ,,Bankiet” Julii Orlik.

 

Alicja Chmielewska – PR MANAGER E&A

Okres przygotowawczy oraz czas samego festiwalu to dla organizatorów nie najlepsza pora na oglądanie filmów. Nawet jeśli uda nam się wylądować na sali kinowej w roli widza, to czasami jesteśmy tak zmęczeni, że natychmiast zasypiamy, nawet na najciekawszym filmie. Najlepiej w tym aspekcie mają selekcjonerzy i członkowie biura programowego, którzy przed festiwalem musieli zobaczyć naprawdę dużo. 🙂 Ja osobiście, jeśli mam taką możliwość, staram się zobaczyć przede wszystkim etiudy i animacje konkursowe. To dla mnie ważne, żeby poczuć, jakie tematy nurtują młodych twórców – rozpoznawać ich style, widzieć, w jaką stronę podążają. To w końcu oni będą za parę lat tworzyć światową kinematografię.

Jednak festiwal to nie tylko oglądanie filmów. Dla mnie równie ważna jest atmosfera, taki rodzaj świętowania. Absolutnie bezcenni są tutaj ludzie – osoby z którymi ogranizuję to wydarzenie od kilku, a nawet kilkunastu lat. Ludzie, których łączą relacje przyjacielskie, czasami wręcz rodzinne. To bardzo mocno wpływa na jakość: potrafimy wspólnie ciężko pracować, a potem się razem świetnie bawić. Pomagamy sobie nawzajem i wspieramy się. To jest wspaniałe i warte pielęgnowania.

Każda tego typu impreza to żywioł, którego nie da się do końca przewidzieć. Nawet jeśli planujemy z dużym wyprzedzeniem, zawsze może wydarzyć się coś, co nas zaskoczy: a to strajk linii lotniczych, przez który część gości nie może dolecieć na czas, a to awaria projektora 10 minut przed pierwszym seansem, czy zbyt długa impreza, na której wylądowało kilku ważnych gości i przez co nie udało im się kolejnego dnia wstać na ważne spotkanie. Corocznie podczas festiwalu wydarza się przynajmniej kilka takich sytuacji, które później stają się skarbnicą anegdot. Chętnie dzielimy się nimi z przyszłymi wolontariuszami, żeby chociaż trochę wprowadzić ich w klimat imprezy. W końcu chodzi o to, żeby Etiuda&Anima była świętem radosnym i godnym zapamiętania.
Magdalena Porzak – tłumaczka 
,,Australia’’ reż. Rodrigo Ruiz Patterson

To mój pierwszy raz jako tłumacz ustny podczas festiwalu Etiuda&Anima. To festiwal, który wywarł na mnie ogromne wrażenie i na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Zachwyciły mnie filmy takie jak ,,Attak’’ (reż. Ruben Meier) oraz ,,Australia’’ (reż. Rodrigo Ruiz Patterson), a jeżeli chodzi o animacje to bez wątpienia ,,Janus’’ (reż. Linda Fagerli Saethren) oraz ,,Ale mleko jest ważne’’ (reż. Anna Mantzaris). 

Atmosfera na festiwalu jest świetna, nie ma dystansu między twórcami a uczestnikami. Można do nich podejść i po prostu porozmawiać. Dla tłumacza jest to świetna sprawa, bo zmniejsza to stres. Każdy uczestnik, z którym rozmawiałam, wyciągnął zupełnie inne wnioski i inaczej interpretował obejrzane produkcje, co tylko pokazuje, jak wyjątkowym festiwalem jest Etiuda&Anima. Jestem zaskoczona, że ktoś w ogóle zwraca się do tłumaczy i pyta jak nam się podobał festiwal, to jest bardzo miłe, bo nie zdarza się to często. Z tłumaczeniem nie było żadnych trudności – wszyscy prowadzący dbali o komfort tłumaczy, trzymali się niedługiego czasu wypowiedzi, co jest naprawdę dla nas dużym ułatwieniem.

Patrycja Skoczylas – wolontariuszka 

Być albo nie być…wolontariuszem – oto jest pytanie. Moja odpowiedź to: być! W festiwalowym tygodniu odcinam się od obowiązków dnia codziennego, uczelni, jestem dla innych, dla tego wydarzenia – to jest czas, by oddychać festiwalem. Mam swój dyżur, później idę na projekcję, a później (a nawet podczas niej) jestem dla innych, poznaję nowych ludzi, wspólnie się z nimi bawię i rozwiązuję przeróżne problemy (z uwagi na niezwykłą uprzejmość koordynatorów i organizatorów owe „kłopoty” są nawet przyjemne).

Można oczywiście przyjąć inną postawę, ale ta daje dużo satysfakcji, nakręca do działania. Poza tym, że czuję się potrzebna, mam także świadomość budowania pewnej idei, swojej małej cegiełki. Wykorzystując słowa Roberta Frosta napiszę, że spotkanie z MF Etiuda&Anima pozwala oderwać się na chwilę od ziemi, by później wrócić na nią, by zacząć od nowa. Jednakże z „pakietem” świetnych znajomych, nowych doświadczeń i wiedzy nie zaczynam w tym samym miejscu. 🙂
 Piotr Młynarczyk – fotograf, członek ekipy Asylum For Sleepwalkers

Do moich obowiązków należy zrobić relację foto z każdego ważnego wydarzenia czy też wywiadu. Moja praca jest na tyle specyficzna (w porównaniu np. z operatorami, którzy robią tylko materiał i oddają do montażu), że muszę swoje zdjęcia jeszcze obrobić, aby były one gotowe, najlepiej jeszcze tego samego dnia lub następnego w godzinach porannych. Taka praca łączy się więc z ciągłym przesiadywaniem przed komputerem. Robię zdjęcia, siadam, obrabiam (zdarzało mi się nawet obrabiać zdjęcia na telefonie, gdy nie miałem możliwości usiąść przy komputerze, a zdjęcia były potrzebne dosłownie ,,na już’). Kolejne wydarzenie, ten sam schemat, wieczór, masa wydarzeń, więc kończymy około 22.00, wracam do domu i siedzę do 1.00/2.00, obrabiam i wysyłam. I tak codziennie przez cały festiwal, więc śpimy często po 4-5 h, w zależności od tego, co się dzieje. W tym roku (to już moja 4 edycja) było w miarę przyzwoicie, wszystko zależy od roku i edycji – jak dużo się dzieje i ile jest wydarzeń towarzyszących.

Fot. Piotr Młynarczyk

Sytuacji śmiesznych jest cała masa, ale zwykle tego do końca nie pamiętam. Raz upuściłem kamerę (pierwsza moja edycja) i do tej pory się z tego śmieją, bo reakcje miałem epicką spadła, pozbierałem i zachowywałem się, jakby nic się nie stało. Szkoda, że nie zrzuciłem winy na jakieś dziecko, bo akurat były warsztaty dla dzieci, więc trochę się ich plątało. Sporo się dzieje jak na tak mało znany festiwal, jakim jest Etiuda&Anima, więc często leżymy ze śmiechu. 🙂

Goście zwykle nie mają żadnych życzeń, czasem chcą z kimś fotkę, ale tak to raczej nie. Robię relację tego, co się dzieje, więc jest mało ustawianych zdjęć. Mimo że ten festiwal nie jest bardzo znany, my go uwielbiamy! Atmosfera jest genialna, bardzo rodzinna nie masz poczucia, że ktoś jest ważniejszy od Ciebie, że ma się przełożonego. Wszyscy są bardzo otwarci – artyści, gwiazdy. To festiwal, na którym kompletnie nie czuć żadnej bariery pomiędzy ludźmi, wszyscy są jak jedna wielka rodzina. 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *