[SPRINTERSKA RECENZJA] – TO


Dawno nie byłam w kinie na horrorze, bo dotychczasowe tytuły nie były na tyle interesujące i odnosiłam wrażenie, że lecą same odtwórcze produkcje. Zachęcona czerwonym balonikiem i tematyką klaunów, wybrałam się na najnowszą ekranizację powieści Stephena Kinga. Lubię horrory, chociaż bardzo ciężko mnie przestraszyć i zaskoczyć czymś, więc raczej nie drgnę podczas seansu. To przypomina bardziej nostalgiczny obraz o dojrzewaniu niż horror z krwi i kości. 

Reżyser przede wszystkim koncentruje się na grupie dorastających dwunastolatków. Kamera towarzyszy im podczas codziennych spotkań i spędzania upragnionych wakacji. Ta mroczniejsza część To, jest dla dzieciaków zagadką, którą chcą rozwiązać. Śledztwo dotyczy ich miasteczka, w którym w tajemniczych okolicznościach giną dzieci. Za wszystkie krzywdy odpowiedzialny jest klaun o imieniu Pennywise (w tej roli świetny Bill Skarsgard). Dorośli są bierni w działaniu, za to odważni mali bohaterowie, przygotowują osobistą dużą vendettę.

Klub Frajerów, do którego sami siebie skategoryzowali, to najlepsza część tego filmu. Ile tutaj humoru, nostalgii, podchodzącego pod good-feel-movies. Każde z dzieciaków jest charakterystyczne i bardzo rożnorodne sprawiając, że klub jest wyjątkowy. Nie sposób ich nie polubić ani tym bardziej zapomnieć. W szanownym gronie mamy: mądrale, który uważa na wszystkie możliwe bakterie tego świata, prześladowanego grubaska, który się zakochuje, zdroworozsądkowo i odważnego przywódcę, jedyną silną dziewczynę, która nie ma zbyt dobrej opinii publicznej, prześladowanego na tle rasistowskim Mike’a oraz wystraszonego blondynka z kręconymi loczkami. Moim osobistym ulubieńcem jest Richie, nie tylko ze względu na łączące nas podobieństwo — duże oczy i okulary. Jego sarkastyczne wstawki są rozbrajające, dlatego po cichu zazdroszczę mu poczucia humoru.

To jako horror sprawdza się z klasycznymi rozwiązaniami. Nie ma tutaj żadnych nowości, wychodzenia poza ramy gatunku, ale też jego odtwórczość jest na dobrym poziomie. Wiadomo, że zaraz klaun niespodziewanie wyjdzie i wystraszy dzieciaki (i widzów). Lubię motyw klaunów w filmach, zawsze są mroczne i przerażające. Pennywise dokładnie taki jest. W dodatku nigdy nie wiesz, kiedy wyleci ze swoimi balonikami. To buduje poczucie napięcia i grozy, której czasami na próżno szukać w innych horrorach. Byłoby idealnie, gdyby nie parę przeciągnięć.

Nie czytałam powieści Stephena Kinga, co z jednej strony ma swoją zaletę, bo nie miałam żadnych oczekiwań ani wyobrażeń na temat świata przedstawionego. Fanom pierwowzoru natomiast nie odpowiem na pytanie, czy klimat został w pełni oddany. Jako odrębne dzieło filmowe wyszło bardzo dobrze. Zamiast treningu, bez wyrzutów sumienia można wybrać się na film!

 


Ocena: 8/10


Za seans dziękuję sieci kin:

8 thoughts on “[SPRINTERSKA RECENZJA] – TO”

  1. Ja za to czytałam książkę i trochę martwi mnie, że w filmie raczej nie straszno 😉 Bo naprawdę akurat „To” należało do tych książek, kiedy podczas lektury autentycznie się bałam i gdyby się dało, czytałabym z zamkniętymi oczami 😉 Ale to pewnie budowanie napięcie przez Kinga zrobiło swoje. Film tak czy inaczej mam zamiar zobaczyć, a dzięki Twojej recenzji wiem czego się spodziewać i może nie będę rozczarowana 😉

  2. Książka była przerażająca. Pamiętam, jak odsuwałam od siebie lekturę, by za chwilę do niej wracać. Nie mogłam się oderwać, mimo że lęk budowany przez Kinga, coraz bardziej mnie otaczał…

    Nie wiem czy wybierzemy się na film, chociaż Twoja recenzja skłania do obejrzenia produkcji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *