[SPRINTERSKA RECENZJA] – ODWET


Film opowiadający o biegaczu, który przygotowuje się do ważnych eliminacji? Do tego thriller psychologiczny? Brzmi świetnie, zatem zakładamy wygodne buty i biegniemy do kina, sprawdzić co jest grane!

Pierwsze dwadzieścia minut to zarysowanie tła o podłożu psychologicznym i przedstawienie dramatu prześladowanych szesnastolatków, którzy są zakochani w sobie i nie radzą sobie ze swoją orientacją. Tim (Antoine Olivier Pilon) jest bierny w swoim działaniu, drugi zaś ma na tyle odwagi, aby przyznać się publicznie, że jest gejem. Szkolne otoczenie, w żaden sposób nie potrafi tego zaakceptować. Bycie homoseksualistą skreśla Cię na zawsze z życia towarzyskiego. Strach przed tym jest paraliżujący, a poczucie winy jeszcze większe.

Pokazana zostaje końcówka 5-letniego gnębienia, w szczytowej formie. Mimo wszystko jest dość łagodnie i schematycznie pokazana, bez żadnych drastycznych scen. To nie za pomocą szokowania, widz ma przejąć się historią. Nasz bohater Tim to wrażliwy i inteligentny chłopak, który postanawia wrócić do biegania. ,,Jesteś prawdziwą biegającą maszyną” – pada z ust koleżanki, kiedy pobija rekord szkolny, należący do jego największego prześladowcy Jeff’a. Od tego momentu stają się dla siebie nie tylko wrogami na szkolnym korytarzu, ale również na bieżni. Awansować może tylko jeden z nich, a zasady gry fair play nie są znane Jeff’owi. Zaryzykuje wszystko, aby utrzymać pozycję lidera.

Odwet reż. Yan England

Bieganie zarówno jest środkiem, który łączy Tima z najbliższymi i pozwala przetrwać trudniejszy okres, jak i katalizatorem do tragicznych wydarzeń. Przygotowania do biegu są naprawdę dobrze zrealizowane, aż chciałoby się założyć buty do biegania i zaprosić znajomych do wspólnej rozgrzewki. Bieganie łączy ludzi, a wsparcie od najbliższych w chwilach przygotowywania się do ważnego biegu są nieocenione. W większości filmów, w których pojawia się motyw biegania, zostaje przedstawiony jako samotna, długa walka ze sobą i swoimi demonami. Dlatego, ta towarzyska strona biegania jest ujmująca. Sekwencja rozstrzygającego biegu, którą od początku w głowie sobie wyobrażałam – nie zawiodła. Dwa tematy filmu (bieganie+dramat), zostały zgrabnie połączone. Duch rywalizacji unosił się w powietrzu, a jego skutki dotknęły wszystkich.

Pilon wyczuwa intencje reżysera. Po rewelacyjnej roli w Mamie X.Dolana, nie miałam złudzeń, że coś może pójść nie tak. Zewnętrznie gra postać na niskich tonach, wyciszoną i spokojną, a w środku walczy z poczuciem winy i strachem przed tym, co będzie dalej. Jego naturalność sprawia, że nie jeden nastolatek utożsami się z Timem i jego problemami.

Nie wszystko w tym filmie jest idealne, ale należy pamiętać, że to debiut reżyserski Yana Englanda. Zachowawczość i schematyczność części dramatycznej bywa czasami męcząca. Ograny scenariusz, który traktuje problematykę LGBT w bezpieczny sposób, nie wychodząc poza ramy. Finałowa scena jest banalna, brzmi fałszywie i brakuje w niej psychologicznego uzasadnienia, które bezbłędnie śledzimy od początku filmu. Za to jeden bucik mniej. Mimo tego, biegiem na film dla wszystkich biegaczy!


Ocena: 6/10