[SPRINTERSKA RECENZJA] – PODWÓJNY KOCHANEK


François Ozon przyzwyczaił nas do erotycznych przygód swoich bohaterów. O ile w jego starszych produkcjach typu Basen, to miało mniejszy wydźwięk i wszystko mieściło się w dawce ,,normalności”, tak Podwójny kochanek kontynuuje erotyczny labirynt, który mocno podszyty jest thrillerem. Reżyser nie przebiera w środkach i funduje otwierającą scenę, z focusem na trwające badanie ginekologiczne i zgrabne przejście na oko naszej bohaterki. Od razu wiemy, że nie pomyliliśmy seansów, tylko Ozon może wpaść na takie pomysły.

Główną bohaterką jest eksmodelka Chloe (Marine Vacth), którą mogliśmy już zobaczyć we wcześniejszym filmie Ozona – Młoda i piękna. Dziewczyna o krótkich włosach, seksownej budowie ciała, skarżąca się na notoryczny ból brzucha. Idzie więc do terapeuty Paula (Jeremie Renier), poddać się psychoanalizie. To tylko początek historii. Ciężko będzie streścić dalszą część fabuły Podwójnego kochanka ponieważ nie bardzo chce Was naprowadzać, o co tak naprawdę chodzi w całej tej historii. W dużym skrócie pacjentka zakochuje się z wzajemnością w swoim terapeucie. Ktoś nowy się pojawi, coś z tego wyjdzie, dosłownie i w przenośni (po obejrzeniu zrozumiecie). Jedno jest pewne: bohaterzy oddają się maksymalnie swoim pożądaniom.

Wolałam tego wcześniejszego Ozona, bo było mniej szokowania i wiele więcej spójności i psychologicznej (sensownej) układanki. Podwójny kochanek to nadal kino inne, wielowarstwowe i bardzo gatunkowo pomieszane. Miłośnicy kina odnajdą tutaj Polańskiego, Cronenberga, Briana De Palmę no i przede wszystkim styl samego Ozona, u którego tłumione pragnienia zostają zawsze uwolnione. Świetny nastrój, który w pewnym momencie został zakłócony i przekształcił się w komedię i dobrą zabawę, bo wątki były już tak skrajnie nielogiczne i chore. Mimo to nadal mam sentyment do reżysera, dostałam mniej więcej to, czego się spodziewałam. W tym świecie jest coś, co pociąga za sobą widzów, nawet jeśli nie pozbawione jest wad.


Ocena: 6/10

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *