[BIEGIEM NA FESTIWAL] – 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty – podsumowanie festiwalu

17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty to największy festiwal filmowy w Polsce, który ku uciesze kinomanów, trwa aż 10 dni. Wszystkie projekcje pokazywane są w wielkim kinie Nowe Horyzonty, gdzie spotkać możemy tam mnóstwo ludzi związanych z branżą filmową, zwłaszcza krytyków i ludzi piszących o kinie. To jak Opener wśród sympatyków muzyki — płaczesz, jak Cię na nim nie ma. Biegiem na film w tym roku, może co najwyżej zapłakać z radości!

Nowohoryzontowe spojrzenie

Dość często słyszę, że samemu nie wypada niektórych rzeczy robić, bo ,,głupio”. Głupio to co najwyżej posiadać takie płytkie myślenie. Uważam, że tylko my sami możemy siebie pchać do przodu i nie wolno odbierać sobie prawa do rozwijania się, tylko dlatego, że nie mamy z kim tego dzielić. Raz mamy z kim dzielić, a za chwilę nie. Tego, czego nauczysz się samemu, zostanie z Tobą do końca, dlatego walcz o swoje pasje! 🙂

Oczywiście, że razem raźniej i przyjemniej, ale trzeba trafić na odpowiednią osobę. Wakacyjny okres jest zawsze trudniejszy, bo pary wspólnie wyjeżdzają a znajomi nie zawsze dzielą podobne zainteresowania do Twoich. Zresztą umówmy się: nie każdy znajomy, tylko dlatego, że się znacie od raz już jest dobrym kompanem do wyjazdu, a po drugie nie każdy wytrzyma przez 10 dni oglądać minimum 3 filmy, uczestniczyć w 2 koncertach i spać mniej niż 6h. Do odważnych świat należy, więc spakowałam się i wyruszyłam w celu poszerzaniach nowych horyzontów!

Pierwszy, jedyny i najbardziej dotkliwy problem, z jakim się spotkałam to nocleg. Początkujący blogerzy nie mają łatwego życia, bo o 1-osobowy pokoju mogłam pomarzyć. A w dodatku zabrałam się za to wszystko za późno. Zatem padło na koedukacyjny 4-osobowy pokój. I tak wiedziałam, że 2/3 doby będę poza nim, tyle co się przespać i ogarnąć. A co tam, w imię sztuki przeżyję! Cieszył fakt, że koszta zmniejszyły się trzykrotnie, ale już mniej widok mnie samej w pokoju z obcymi osobami. W pierwszy dzień przywitał mnie przystojny szwajcar w slipkach, który wyszedł prosto spod prysznica. Scena iście filmowa, no idealnie wpisywała się w klimat! Ogółem nie było tak źle, zresztą biegaczki nigdy nie wymiękają, nawet jak mają taką ciężką walizkę do wniesienia!

Kino, które budzi

Żaden inny festiwal w Polsce nie może pochwalić się takim rozmachem w repertuarze, co T-Mobile Nowe Horyzonty. Przedpremierowe pokazy filmów prosto z festiwali w Cannes, Berlinale czy Toronto. Kino z całego świata. Specjalne retrospektywy reżyserów, którzy na co dzień nie są znani większej publiczności, a tworzą kino naprawdę oryginalne i dobre, które ciężko do kogokolwiek innego móc porównać. Kino Nowe Horyzonty tętni energią i miłością, ciesząc się z sal wypełnionych po brzegi. Liczba uczestników, sal i wybór filmów (200) nie ma sobie równych. Codzienna pobudka o 8:30 w celu rezerwacji seansów na następny dzień, nie gwarantowała ich zdobycia. Na najbardziej topowe filmy, bilety znikały w sekundę. W ciągu 10 dni udało mi się obejrzeć 34 filmy i uwierzcie mi, ale byli lepsi zawodnicy. Nic dziwnego, bo przy takim repertuarze, chciałoby się ich jak najwięcej obejrzeć.

UWAGA! Na jeden film nie udało mi się zdobyć rezerwacji i jest nią Niemiłość Andrieja Zwiagincewa, który mógłby stać się moim faworytem. Uwielbiam tego reżysera, a Powrót to jeden z najbardziej depresyjnych i ciężkich filmów, który trzeba obejrzeć. Niektórzy po seansie Niemiłości nie mogli wyjść z zachwytu i z opisu wynikało, że są to totalnie moje klimaty. Pozostaje mi tylko nadzieja, że premiera będzie najszybciej jak się da w kinach…

 The Square reż. Ruben Östlund

Na ten tytuł najbardziej czekałam. Złota Palma w Cannes i dopiero za trzecim razem udało się zdobyć miejsce na seans. Okazało się, że najlepiej bawiłam się podczas tego filmu. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, miejscami z naprawdę prostych żartów. Bardzo błyskotliwa krytyka sztuki współczesnej oraz relacji międzyludzkich.  W praktycznie każdej scenie słychać szyderczy śmiech reżysera, z naszych poważnych i często  bezsensownych spojrzeń na świat. The Square zostało opancerzone dowcipną stroną, tego niepokojącego i obłudnego świata. Jego poprzednie filmy nie są tak bardzo dobre, zawsze czegoś w nich brakowało, ale socjologiczne zacięcie i zmysł obserwacyjny od zawsze był obecny w jego filmach, reprezentując bardzo wysoki poziom. Dopiero fanką stałam się po jego poprzednim filmie (Turysta) a The Square tylko potwierdziło, że warto było go obdarzyć takim zaufaniem. Biegiem na film, premiera wkrótce w kinach! (recenzja niebawem).


 20th Century Women reż. Mike Mills 

Totalne zaskoczenie festiwalu! Niczego się nie spodziewałam po tym filmie, nawet nie wiem, czy nie zarezerwowałam go w ciemno. Jeśli tak mają wyglądać seanse wybierane bez żadnego zastanowienia – to ja chcę więcej! Uwielbiam filmy o dorastaniu, mają w sobie niesamowitą magię i zostawiają widza z nutką sentymentalizmu. Po takich filmach uśmiech nie schodzi mi z twarzy i nie pamiętam już o żadnym zmęczeniu czy przesycie filmów. Od pierwszych minut film przyciąga uwagę widza i wprowadza doskonale w świat, po kolei przedstawiając bohaterów. Każdego z nich pokochamy, bo reżyser ma dużo dla nich dozy subtelności i ciepła. W 20th Century Women wszyscy dorastają: najmłodsi, rodzice i widzowie.


Twój Vincent reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman

Pierwsze co się będzie mówiło o tym filmie, to o jego technice wykonania. 65 tys. ręcznie malowanych obrazów, ponad setka zaangażowanych malarzy i hektolitry farby potrzebne było, aby powstał wyjątkowy film, jakim jest Twój Vincent. Nie można powiedzieć, że to jest krzywdzące, bo fakty same potwierdzają jego oryginalność i nietuzinkowość. Pocieszające jest jednak to, że dyskusje nie zakończą się na tematy czysto techniczne. Film ma jeszcze coś więcej do zaoferowania. Słuchamy mieszkańców, którzy opowiadają nam o artyście Vincentcie van Goghu i próbujemy dociec prawdziwych przyczyn jego śmierci. Składamy historie w całość i wyłania się z tego melancholijny obraz artysty, który za życia nie mógł się odnaleźć w rzeczywistości. Wzruszający, szczery i piękny w swojej prostocie.


W ułamku sekundy reż. Fatih Akin 

Mieszanka kina politycznego, dramatu sądowego oraz thrillera. Doskonale wyreżyserowany, trzymający tempo w każdym akcie. Tytułowy ułamek sekundy, kiedy podczas zamachu bombowego mąż i syn głównej bohaterki giną, zmienia tonację filmu o 180 stopni. Patrzymy na podzieloną Europę poprzez jednostkę, która domaga się sprawiedliwości. W ułamku sekundy jest dokładnie osadzony w czasie, miejscu i sprawie, bez bohatera zbiorowego i żadnych mędrców. Diane Kruger stworzyła świetną, głęboką postać, która konkretnie działa i myśli. Posługuje się ogromnym wachlarzem emocji, który mamy okazje z bliska obserwować. Aktualny, ważny i niesilący się na wielkie słowa, dający popis swoją prostotą. Jeśli będzie w polskie dystrybucji, biegiem na film!


 

Jacques Rivette

Jacques Rivette 

Udało mi się po raz pierwszy zetknąć z twórczością Jacquesa Rivette’a, którego wstyd się przyznać, wcześniej nie widziałam. Uważany za jednego najważniejszych twórców tzw. nowej fali w filmie francuskim. Obejrzałam Zakonnicę, która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Historia dziewczyny, która wbrew swojej woli zostaje wysłana do klasztoru. Zamachu na  osobistą wolność dokonuje na niej najbliższe otoczenie. Dość kontrowersyjny i antyklerykalny w swojej wymowie, ze wspaniałą kreacją Anny Kariny. Na nic więcej się nie skusiłam, bo jego filmy są naprawdę bardzo długie, a przy takiej gorączce festiwalowej, moja percepcja mogłaby już nie wytrzymać. W domowych, spokojnych warunkach, skuszę się na jego kolejne filmy.


Hong Sang-soo

Hong Sang-soo

O tego koreańskiego reżysera było najwięcej  gorących dyskusji wśród znajomych. Jedni uważali go za nudziarza, którego dialogi są tak rozwleczone i o niczym, że współczują mu, jeśli tak wygląda jego życie. Drudzy odnajdywali w jego filmach prozę życia, zamkniętą w bardzo skromne ramy. Legenda głosi, że reżyser przystępuje do pracy nad filmem bez całościowego scenariusza, który kończy na bieżąco podczas okresu zdjęciowego. Mnie osobiście takie kino zaintrygowało, na tyle jego styl jest oryginalny i złożony z różnych inspiracji, że każdy kinoman powinien się z nim zetknąć. Będę mieć na uwadze jego dalsze produkcje i mam nadzieję, że uda mi się nadrobić pozostałe filmy, które są ciężkie do zdobycia.


Zdarzały się filmy, na których ciężko było nie zasnąć. Czasami nie było sensu walczyć ze snem, i krótka drzemka była idealnym rozwiązaniem. Slow cinema to nadal nie moja bajka. Nie potrafię odnaleźć głębi w filmach, w których nic się nie dzieje i dopisywanie filozofii do tego, co chciał autor powiedzieć pół godzinną ciszą, zakrawa momentami o pobudzenie się ego wśród widzów, aby sprostać intelektualnemu wyzwaniu. Może jeszcze nie spotkałam się ze slow cinema, które trafiłoby w moje gusta. Pomimo tych mniejszych wpadek, które czasami miały miejsce, festiwal jest na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Dzięki temu ta 10- dniowa podróż filmowa nie jest aż tak męcząca, bo ciągle natrafiamy na dobre filmy, które pochłaniają nas. Sprawiają, że zapominamy o tym, że powoli nie możemy wysiedzieć kolejnych paru godzin w fotelu, o kacu, który nas męczy i o kolejnej nieprzespanej nocy.

Powiew muzycznej świeżości

Żaden inny festiwal nie może pochwalić się taką ilością i jakością (!) koncertów. Założyłam sobie dość ambitnie, że będę codziennie w klubie festiwalowym. Odpuszczałam wieczorne seanse filmowe i biegiem na koncert! Jeśli jest okazja, trzeba korzystać i odkrywać nowe horyzonty muzyczne. O większości zespołów nie słyszałam, nawet nie odtwarzałam sobie ich utworów na YouTubie, bo często to ma się nijak do tego, jak zespół radzi sobie na żywo i jaką energie potrafi przekazać słuchaczom. Miks artystów, stylów i gatunków przyświecał jeden, wspólny cel – roznieść scenę dobrą zabawą!

Ku mojemu zaskoczeniu, a zarazem nieszczęściu (to był dopiero 4 dzień festiwalu!) zespołem który, okazał się dla mnie totalną niespodzianką, był krakowski zespół Flue. To uczucie, kiedy wiesz, że nawet nie jesteś na półmetku festiwalu, a poprzeczka została bardzo wysoko postawiona i tracisz nadzieję, że ktokolwiek inny to przebije. Nadzieja umiera ostatnia, ale jak się okazało później, bywa i bardzo płonna.

Połączenie całkiem różnych osobowości: Marcina Przeplasko a.k.a DJ Plash, Piotra Bolanowskiego a.k.a. Bolan, Roberta Szewczugi, Damiana Niewińskiego oraz Olafa Węgra daje niesamowitą hybrydę muzyczną. Dodatkowo występ został wzbogacony o wspaniały wokal Grzegorza Dowgiałło. To jeden z tych zespołów, którego nie da się wrzucić w żadną szufladę. Jeśli potraficie wyobrazić sobie w głowie miks dźwięków, to już piszę, co jest grane: powrót do lat 70. i 80. XX wieku (hip hop, disco, jazz, brudny funk) w połączeniu z instrumentami klawiszowymi, basem oraz perkusją. Łączą klasyczne brzmienie z tym, co nowe i świeże w muzyce. Pomimo różnych światów, z których pochodzą artyści, przez cały koncert słychać rozpoznawalny styl i układa się to w spójną całość. Nie boją się eksperymentować, a miłość i pasja do muzyki dosłownie wylewa im się z uszu. To przenosi się na atmosferę podczas koncertu i niesie ze sobą publiczność. Tak bardzo, że jako rodowita krakowianka nie mogłam pozwolić, by nieśmiałość wzięła w górę i nie podejść do artystów i nie pogratulować tak wspaniałego koncertu. Brawo Panowie, muzyczny Kraków ma się kim pochwalić! Jak będzie tylko okazja to biegiem na koncert!

Okładka albumu Influence. Zdj. Gniewko Głogowski, logo. Michał Suska

Po raz kolejny miałam przyjemność posłuchać na żywo Mitch&Mitch, na których zawsze można liczyć. Nie zostałam obojętna wobec muzyki elektronicznej Piotra Kalińskiego znanego pod pseudonimem Hatti Vatti, którego minimalistyczne brzmienie, staje się coraz bardziej popularne. Wrocławski zespół We Draw A przyciągnął największe tłumy do klubu festiwalowego swoją alternatywną muzyką. Sami posłuchajcie, ten kawałek uzależnia:

 

17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty to istny maraton, który zakończyłam z całkiem niezłym wynikiem: 34 filmy, 13 koncertów, i niezliczona ilość kubeczków whisky. Za rok celuję w życiówkę. Nie było miejsca na nudę, każdy dzień był wypełniony po brzegi. Wręcz zabrakło czasu na pozwiedzanie pięknego Wrocławia. Szkoda było rezygnować z seansów, kiedy były tak dobre. Tak wiele zostało przygotowanych atrakcji podczas festiwalu, że nie sposób było nadążyć i móc ogarnąć to wszystko. Ten bardzo pracowity okres obcowania ze sztuką, doładował moje akumulatorki i rozbudził ponownie we mnie fakt, że żyję kulturą. Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!

 

 

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

6 thoughts on “[BIEGIEM NA FESTIWAL] – 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty – podsumowanie festiwalu”

  1. Masz racje. Nie można patrzeć na innych, jeśli chodzi o nasz rozwój. Brawo za odwagę! Jeżeli by mi na czymś zależało – też bym pojechała sama 😉 I widzę ile mam filmów do nadrobienia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *