[SPRINTERSKA RECENZJA] – SIEDMIU WSPANIAŁYCH


Biegiem na film dość sceptycznie podchodzi do efektów specjalnych i wszystkich nowych technologii, które mają sprawić, że będziemy jeszcze lepiej i głębiej przeżywać film. Nadszedł jednak moment, w którym chciałam spróbować i doświadczyć czegoś nowego. Sala 4DX w Cinema City działa na pięć zmysłów, posiada ruchome fotele, które falują, kołyszą lub wznoszą się, idealnie współgrając z toczącą się akcja na ekranie. Widz poczuje wiatr, mgłę, pioruny i inne zapachy. Jeśli tego byłoby mało, to jeśli film wyprodukowany jest w 3D, to możemy liczyć na dodatkowe efekty specjalne. Nie jestem do końca przekonana, czy na pierwszy raz, dobrym wyborem był western Siedmiu wspaniałych.

Siedmiu wspaniałych to klasyczny western z dodatkiem kina akcji, opowiadający o męskiej przyjaźni, honorze oraz sprawiedliwej zemście. Banda wyrzutków musi obronić miasteczko przed psychopatycznym bogaczem. Wszystkich łączy wspólny cel, który są w stanie zrealizować tylko przy współpracy ze sobą. Antoine Fuqua trzyma się bardzo blisko ram gatunku, nie próbuje wprowadzać świeżości, odtwarzając powszechnie znane schematy. To wychodzi na dobre produkcji, stając się jej największym plusem.

Fani westernu mogą kręcić nosem. Z jednej strony mamy świetny klimat, zdjęcia i muzykę, ale z drugiej strony słabo rozpisanych bohaterów. Produkcja jest dostosowana do naszych czasów, kiedy pozorna poprawność polityczna jest bardzo mile widziana na ekranie. Mamy czarnoskórego łowcę głów, skośnookiego zabójcę oraz wojownika z plemienia Komanczów. Idealny miks multikulturowy. Pomimo to, brakuje tutaj ciekawego zarysu psychologicznego, czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętam tytułowych siedmiu wspaniałych. Nie mają w sobie odpowiedniej iskry i przebicia. Najbardziej z całej tej gromady polubiłam rudowłosą piękność Emme Cullen (Haley Bennett), która posiada więcej odwagi i umiejętności strzeleckich w porównaniu z pozostałymi kompanami. Reszta, pomimo swojego uroku, nie skradła mojego serca. Ciągle czegoś mi brakowało, aby porwali mnie swoją osobowością, charyzmą albo ciętą ripostą.

Finał dostarcza najwięcej frajdy, zwłaszcza oglądając go w 4DX. Gigantyczna rozróba, mnóstwo strzałów i unoszący się w powietrzu zapach zemsty. Bujający się fotel, wiatr we włosach i dym na środku sali, rekompensuje nam wcześniejszą część seansu, która była mało efektowna i gubiła tempo. Seans pod względem technologicznym zaliczam do udanych. Biegiem na film powróci jeszcze do tej sali, aby móc już w pełni poczuć wszystkie możliwe efekty specjalne i będzie spokojnie czekać na kolejne produkcje A. Fuqua bo to reżyser z dużym potencjałem, zwłaszcza do kina akcji.


Ocena: 6/10

OCENKA GWIAZDKAOCENKA GWIAZDKAOCENKA GWIAZDKAOCENKA GWIAZDKAOCENKA GWIAZDKAOCENKA GWIAZDKA


za seans dziękuję sieci kin:

place_3664

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *