ŚMIETANKA TOWARZYSKA – [SPRINTERSKA RECENZJA]

Śmietanka towarzyska reż. Woody Allen


Nie ma wakacji bez nowego Woody’ego Allena. Czy to lepszy, czy to gorszy i tak zawsze trzyma poziom, który można byłoby określić przyzwoitym. Zeszłoroczny Nieracjonalny Mężczyzna był dla mnie wyjątkiem, bo zasługiwał na żółtą kartkę, ale tegoroczny jest całkiem udany. Często słyszę teorię, że co drugi film Allena jest dobry, ale u mnie na przestrzeni 16 lat ta reguła się nie sprawdza. Może u Was jest inaczej?

Film to klasyczny Allen, który serwuje nam prostą, a zarazem zabawną historię, z korowodem allenowskich bohaterów, którzy mieszkają w Los Angeles i mają przyjemność znać wszystkie gwiazdy Hollywood. Wiecie, pieniądze, sława i gorące romanse. To już drugi raz w tym roku, kiedy wracamy do złotej ery Hollywood (bracia Coen – Hail, Caesar!). Nieco w innym wydaniu, ale nadal z nutą melancholii.

W rolach głównych Jesse Eisenberg i Kristen Stewart czyli aktorzy, których nie lubię i uważam, że ich gra aktorska jest drewniana i wszędzie taka sama. Ani estetycznie, ani warsztatowo, nie odpowiada mi ich image na ekranie. Nie wiem jak to zrobił Allen, ale Eisenberg jest znakomity i zaczyna grać na dwa sposoby! Wydobył z niego wszystko, co najlepsze a partnerująca mu Stewart jest znośna. Do tego wszystkiego Steve Carell, który uzupełnia miłosny trójkąt, potwierdzając ostatnimi czasy swoją dobrą passę w kinie.

Śmietanka towarzyska ma w sobie polot i lekki humor, a na dokładkę dużo Żydów, którzy jak pada z ekranu: „wszystko rozgotowują, by zabić zarazki”. Oraz oczywiście neurotycznego bohatera. Brakuje mi natomiast pięknych krajobrazów, które w poprzednich produkcjach zamieniały się w widokówki miast. Tutaj kamera praktycznie jest ciągle w pomieszczeniu, wśród blichtru i gwiazd. Przyzwyczajona do innego stylu filmowania, taka sytuacja mnie trochę męczyła. A na dodatek reżyser opowiada ciągle jedno i to samo (tym razem mało filozoficznych rozterek 🙁), a w samym filmie naprawdę dobrych dialogów (takich na miarę starego Allena) jest mało. Odnoszę wrażenie, że te starsze produkcje były bardziej inteligentniejsze, a te nowsze trochę odbiegają poziomem. Albo na mnie już nie robią takiego wrażenia.

Mimo mojego marudzenia całość przyjemnie się ogląda. Ale nie dajcie się nabrać na marketingowe hasła, że to najlepszy Allen od lat. Allen zawsze był dobry na wieczorny spacer połączony z kinem, więc pod tym względem wywiązuje się ze swojego zadania. Najlepiej idźcie do klimatycznego Krakowskie Centrum Kinowe ARS, który z pewnością umili Wam ten seans! <3


Ocena: 7/10


Za seans dziękuję kinu:

Podobał Ci się wpis? Niech pobiegnie dalej! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *